Przez jego „bombowe” hobby mogło dojść do tragedii

Policyjny oddział minersko-pirotechniczny z Lublina został postawiony na nogi. Kiedy 11 lutego mundurowi zjawili się w jednym z mieszkań w Lubartowie, aż złapali się za głowy. Pokój był naszpikowany bombami domowej roboty. Gdyby doszło do ich eksplozji, z bloku nic by nie zostało.


Mieszkańcy zostali natychmiast ewakuowani. Policjanci zabezpieczyli znalezione materiały wybuchowe i zapalniki, a także produkty potrzebne do ich wytwarzania. Całość została ostrożnie wyniesiona z mieszkania i wywieziona na poligon. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Zatrzymany został właściciel arsenału – 38-latek. Przyznał się do winy. Choć kiedyś przez wybuch stracił rękę, dalej – narażając siebie, rodzinę i sąsiadów – zajmował się niebezpiecznymi materiałami. Teraz grozi mu do 8 lat więzienia. LL