Przy stawie cuchnie

W ubiegłym tygodniu otrzymaliśmy sygnał od jednego z czytelników z Siennicy Różanej, że po wschodniej stronie stawu sąsiadującego z kościołem pływają śnięte ryby.

Ryby dryfują przy brzegu już od kilku dni i zdaje się, że nikt tego nie zauważa. – Te śnięte ryby były przy brzegu cały długi weekend i zaczęły już cuchnąć. Gmina wydzierżawiła zbiornik myśliwym, więc powinna interweniować i wyegzekwować na dzierżawcy uprzątnięcie tych ryb. Przecież to grozi jakąś epidemią – uważa nasz rozmówca.
W Urzędzie Gminy usłyszeliśmy, że nikt z mieszkańców nie skarżył się, aby w stawie pływały śnięte ryby. Odesłano nas do koła łowieckiego, które dzierżawi staw. Ryszard Kostrzewski, jeden z jego członków, zapewnia, że mieszkańcy nie mają powodów do obaw, bo żadna epidemia im nie grozi.
– Te śnięte ryby to sandacze z tegorocznego narybku – mówi. – Ich długość nie przekracza nawet 10 centymetrów. Trudno określić, dlaczego zdechły. Stale monitorujemy jakość wody – jest odpowiednio natleniona i ma dobre pH. Kiedy ostatnio woda kwitła, użyliśmy wapna. Dokładnie 750 kg, ale biorąc pod uwagę, że zbiornik ma powierzchnię aż 17 hektarów, to naprawdę niewiele. Poza tym nie prowadzimy zarybiania od narybku. Z myślą o wędkarzach kupujemy karpie. Ktoś musiał zarybić zbiornik sandaczem, bez naszej wiedzy – tłumaczy Kostrzewski.
Koło łowieckie nie zamierza usuwać śniętych ryb. – Nie jest ich aż tak wiele. Za kilka dni przy brzegu nie powinno być już po nich śladu, bo zjedzą je czaple i inne ptaki – mówi R. Kostrzewski. (w)