Przydzwonił w autobus jadąc na podwójnym gazie

Pełniąca obowiązki prezesa spółki Motor Lublin S.A. Marta Daniewska zdecydował, że dyrektor sportowy Marcin Żewłakow, zachowa stanowisko, bo każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę…

Na pewno nie o taką reklamę w ogólnopolskich mediach chodziło piłkarzom Motoru Lublin. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia wszystkie największe media w kraju doniosły o kolizji z udziałem dyrektora sportowego lubelskiego klubu, byłego reprezentanta kraju Michała Żewłakowa, który pijany kierując autem w centrum Warszawy wjechał w tył czekającego na światłach autobusu.


Do zdarzenia doszło tuż po północy 22 grudnia, na skrzyżowaniu ulic Miodowej i Długiej. Po przyjeździe policji i badaniu alkomatem okazało się, że sprawca kolizji, ma w wydychanym powietrzu ponad 1,6 promila alkoholu! Jeszcze tego samego dnia na komendzie przedstawiono mu zarzut z art. 178a kodeksu karnego, dotyczący prowadzenia w stanie nietrzeźwości, za co grozi ograniczenie wolności lub kara więzienia, grzywna, zakaz prowadzenia pojazdów od 1 roku do 15 lat i kara pieniężna od 5000 zł do 60 000 zł (na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej) oraz 10 punktów karnych.

Dobę po zdarzeniu Żewłakow zamieścił w internecie „przeprosiny”:

„Wczoraj w nocy wsiadłem za kierownicę samochodu po wypiciu alkoholu i spowodowałem kolizję, w której szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Nie ma żadnego usprawiedliwiania dla mojego braku odpowiedzialności i wyobraźni. Przepraszam wszystkich za moje zachowanie, szczególnie najbliższych oraz tych, którzy poczuli się zawiedzeni i rozczarowani moją postawą.

Mam świadomość, że jako były kapitan reprezentacji Polski i wielokrotny reprezentant kraju, a także osoba wciąż aktywna w środowisku piłkarskim, powinienem być nie tylko źródłem dumy dla kibiców, ale także wzorem dla piłkarzy, przede wszystkim tych najmłodszych. Przepraszam całą społeczność Motoru Lublin za cień, jaki swoim zachowaniem na nią rzuciłem. Postanowiłem oddać się do dyspozycji zarządu klubu.

Zdaję sobie również sprawę, że jako osoba zapraszana do studia telewizyjnego w charakterze eksperta powinienem prezentować najwyższe standardy. Przepraszam wszystkich telewidzów oraz współpracowników ze świata mediów, przede wszystkim ze stacji Canal+, za to, że zawiodłem ich zaufanie.

Rozumiem teraz, że konsekwencje mojego karygodnego zachowania mogły być znacznie gorsze. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak jeszcze raz prosić o wybaczenie oraz szansę na naprawę szkód, które wyrządziłem. […] Nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo jest mi wstyd.” – napisał były piłkarz na co dzień komentujący mecze w stacji Canal+ zapewniając, że niezależnie od czekających go konsekwencji prawnych, aktywnie włączy się w działania społeczne na rzecz propagowania trzeźwości kierowców, by choć w części zadośćuczynić jego głupocie oraz uchronić innych od błędu, który popełnił.

Stacja Canal+ mimo tych deklaracja zawiesiła współpracę z Żewłakowem „do czasu wyjaśnienia sprawy”. Władze Motoru okazały się o wiele bardziej wyrozumiałe pozostawiając go na stanowisku dyrektora sportowego. Jak stwierdziła w jednym z wywiadów Marta Daniewska, po. prezesa Motoru „każdy zasługuje na drugą szansę”.

Oburzenia taką decyzją nie kryło wiele osób, w tym m.in. Zbigniew Kozłowski, były piłkarz i trener lubelskiego klubu.

– To jest przykład dla klubu dla młodych piłkarzy???? Dla mnie to skandal! Facet nie ma prawa pracować w sporcie!!! – komentował decyzję klubowych władz na swoim facebookowym profilu.

BAS