Przyjaciele od roweru

Połączyła ich wspólna pasja i chęć społecznej pracy. Spotykają się w każdy ostatni piątek miesiąca, by miło i zdrowo spędzić czas, ale też rozmawiać o tym, co jeszcze w Świdniku można zmienić, by rowerzystom było lepiej. Świdnicka Masa Krytyczna, bo właśnie o niej mowa, kończy właśnie pięć lat.


26 maja Stowarzyszenie Świdnik Miasto dla Rowerów zaprosiło wszystkich świdniczan do wspólnego świętowania.
A to za sprawą przypadającej w tym roku 5. rocznicy powstania Świdnickiej Masy Krytycznej. Urodzinowa impreza rozpoczęła się na placu Konstytucji 3 maja. Na jej uczestników czekały liczne atrakcje – malowanie buziek, zwierzątka z balonów, puszczanie ogromnych baniek mydlanych, konkursy. Chętni mogli spróbować jazdy na jednym kole. Głównym punktem obchodów był oczywiście jubileuszowy przejazd. Jego trasa wiodła obok najważniejszych rowerowych inwestycji w mieście, które powstały z inicjatywy członków ŚMK. Nie mogło też zabraknąć zdmuchnięcia świeczki i okolicznościowego toastu, oczywiście bezalkoholowego, bo – jak podkreślają członkowie Stowarzyszenia Świdnik Miasto dla Rowerów – alkohol i jazda na rowerze nie idą w parze. Ci, którzy wytrwali do końca imprezy. otrzymali upominki, ufundowane przez sklep rowerowy „Wiking” w Świdniku.

Trochę historii…

Członkowie Stowarzyszenia Świdnik Miasto Dla Rowerów to grupa pasjonatów kontynuujących działalność nieformalnej grupy – Świdnickiej Masy Krytycznej, która powstała w maju 2012 r.
– Od pięciu lat przez okrągły rok w każdy ostatni piątek miesiąca o godz. 18 odbywają się w Świdniku przejazdy Masy Krytycznej. Ich celem jest pokazanie mieszkańcom Świdnika, co „rowerowego” dzieje się w mieście. Podczas spotkań mówimy o realizowanych lub planowanych inwestycjach, chętnie dzielimy się też wiedzą na temat infrastruktury i bezpieczeństwa rowerzystów – mówi Małgorzata Pastusiak, rzecznik Stowarzyszenia Świdnik Miasto Dla Rowerów.
Cele, jakie postawili przed sobą członkowie Stowarzyszenia, to animacja, rozwój świadomości oraz infrastruktury rowerowej. Swoimi spostrzeżeniami na temat rowerowych udogodnień chętnie dzielą się z mieszkańcami miasta, ale i urzędnikami. Przez wszystkie lata swojej działalności mieli znaczny wpływ na powstawanie rowerowych udogodnień w Świdniku. Wielokrotnie przypominali w Urzędzie Miasta i Starostwie Powiatowym o konieczności budowy dróg rowerowych, instalacji wiat czy stojaków na jednoślady. Na listę swoich sukcesów mogą wpisać m.in. powstanie drogi rowerowej na ul. Kruczkowskiego, stacje roweru miejskiego, wiaty rowerowe pod szkołami, powstanie pierwszej drogi rowerowej o nawierzchni bitumicznej, pierwszą stację naprawy rowerów, wyniesione przejście dla pieszych oraz przejazd rowerowy do ZS nr 2 (inwestycja ma być wykonana w tym roku).

Przyjaciele od roweru

Członkowie Miasta Dla Rowerów zgodnie przyznają, że ŚMK dała im bardzo wiele: pozwoliła zdobyć serdecznych kolegów i koleżanki o tej samej pasji, zrobić wiele dobrego dla świdnickich rowerzystów, ale też otworzyła ich na świat.
Agata Brodaczewska z ŚMK jest związana niemal od początku jej działalności. Dołączyła do grupy w listopadzie 2012 r.
– Nigdy bym się o ŚMK nie dowiedziała, gdyby nie moja była soreczka. Stwierdziłam, że pojadę, bo po pierwsze kocham jazdę na rowerze, a po drugie chciałam udzielać się społecznie. Gdy dostałam propozycję włączenia się do ŚMDR, od razu się zgodziłam. Chciałam zacząć coś nowego i zmienić coś w swoim życiu oraz w Świdniku. Wcześniej jeździłam głównie po lesie i bocznych drogach, bo po mieście się bałam. W Masie to się zmieniło. Angażowanie się otwiera mnie na wiele spraw, a także pozwala mi się rozwijać. Chciałabym, żeby Świdnik był przyjaznym miejscem dla rowerzystów, bezpiecznym oraz żeby wszyscy użytkownicy świdnickiej infrastruktury nauczyli się szanować siebie nawzajem – mówi pani Agata.
Ewa Kiryła 1 stycznia 2012 r. przeszła na wcześniejszą emeryturę. Zastanawiała się, co dalej, jak zagospodarować nadmiar wolnego czasu i wtedy pomyślała o rowerze. O ile pogoda dopisała, codziennie wsiadała na rower i samotnie – bo znajomi w pracy – pokonywała coraz to dłuższe dystanse.
– W czasie tych podróży zastanawiałam się, dlaczego w moim mieście jest tak mało dróg rowerowych; dlaczego, jadąc ulicą, nie czuję się bezpiecznie; dlaczego krawężniki są takie wysokie; dlaczego nie mam gdzie przypiąć bezpiecznie roweru – wspomina Ewa Kiryła. – Aż tu pewnego letniego dnia na ulicy Klonowej zobaczyłam grupę rowerzystów, 40 może 50 osób. Ostatni z grupy krzyknął do mnie: „Dołącz do nas”. Nie zastanawiając się, dołączyłam. Pojechałam z nimi na plac Konstytucji. To było moje pierwsze spotkanie z Świdnicką Masą Krytyczną, gdzie znalazłam odpowiedz na te wszystkie „dlaczego”.
Małgorzata Pastusiak, rzecznik Świdnik Miasto dla Rowerów, jest związana z grupą od kwietnia 2013 roku. Jak mówi, od czasu do czasu widywała w mieście grupę przejeżdżających rowerzystów, ale nie wiedziała, o co chodzi. Gdy dostała ulotkę podczas jakiegoś przejazdu jej Masy, uznała, że jako rowerzystce bliskie są problemy braku infrastruktury i udogodnień dla rowerzystów.
– Poza tym rowerzyści byli tacy pozytywni, uśmiechnięci – mówi M. Pastuszak. – Chciałam stać się częścią tej społeczności. I tak już od 4 lat pedałuję przez cały rok w każdy ostatni piątek miesiąca, nie zważając na pogodę i inne przeciwności. Znalazłam tu podobnych do mnie zapaleńców, społeczników. Pasją rowerową zarażam też swoje zuchy z Gromady. Na Masy przyjeżdżam ze swoimi dziećmi, zachęcam znajomych do wspólnych przejazdów. Otwieram oczy niedowiarkom, że jak się chce, to można – mówi M. Pastusiak.
Klaudia Waryszak-Lubaś, która dziś jest prezeską Stowarzyszenia, na ŚMK zaprosił ówczesny chłopak, a dziś mąż – Maciej Lubaś.
– Maciek był organizatorem Masy, a ja chciałam zobaczyć, o co chodzi z tymi przejazdami. Spodobała mi się ta forma manifestu oraz atmosfera, którą tworzyły osoby przyjeżdżające na Masę. Miałam poczucie, że jestem częścią ważnej wspólnoty, która postanowiła być coraz bardziej widoczna w mieście – mówi K. Waryszak-Lubaś.
Maciej Lubaś, którego śmiało można nazwać ojcem ŚMK, wspomina, że swoją genezę miała ona w niekoniecznie miłym zdarzeniu.
– Po powrocie do Świdnika z Koszalina kupiłem sobie nowy rower. Któregoś marcowego dnia jechałem wzdłuż ulicy Racławickiej. Na rondzie z chodnika wyjechał i zajechał mi drogę inny rowerzysta. Pamiętam to jak dziś. Hamowałem gwałtownie, miałem źle uregulowane hamulce – bardziej złapały przód niż tył – i wyleciałem jak z katapulty. Poobijany, zastanawiałem się, co można by zrobić, żeby bezpieczniej jeździć po Świdniku. W kwietniu 2012 r. chciałem zrobić pierwszą Masę Krytyczną, ale nie zdążyłem z formalnościami, dlatego pierwsza była dopiero w maju.
Na samym początku w Masę angażowali się Daniel Ciepłowski oraz Łukasz Kołb-Sielecki. Potem zaczęły włączać się kolejne osoby.
– Pierwsze akcje, jakie zrobiliśmy z Danielem, to Wyzwania dla Świdnika. Wówczas przyłączył się do nas Adam Radomski – sprawdzaliśmy błędy infrastruktury rowerowej. Potem zrobiliśmy akcję zbierania podpisów pod petycją odnośnie zmiany nawierzchni z kostki na asfalt – udało nam się wtedy zebrać 500 podpisów. Potem, w sierpniu, podczas Masy zsiedliśmy z rowerów – było nas wówczas około 90 osób – i przeprowadziliśmy rowery na skrzyżowaniu Klonowa-Wyszyńskiego. Zwracaliśmy uwagę na brak przejazdu rowerowego oraz świateł – opowiada M. Lubaś.
Jego rowerowa pasja obecnie zamieniła się w pracę. Od 1,5 roku zawodowo zajmuje się ruchem rowerowym w Lublinie, a swoją wiedzą chętnie dzieli się z urzędnikami ze Świdnika.
Najbardziej charakterystyczny z członków grupy: Mono, który – jak wskazuje jego pseudonim – na rowerowe spotkania przyjeżdża monocyklem, do udziału w ŚMK został namówiony przez M. Lubasia.
– Wcześniej jakoś nie zauważyłem, że takie Masy są. Spodobało mi się, że raz w miesiącu, przez te pół godziny, Świdnik jest nasz. Cieszy mnie to przede wszystkim z dwóch powodów: po pierwsze pokazujemy kierowcom, że istnieje inny środek lokomocji niż samochody; drugim powodem jest to, że mogę zaakcentować swoje jedno koło. Uważam, że jedno koło jest zdrowym sposobem na codzienne przemieszczanie się po mieście. Monocykl ćwiczy zmysł równowagi, koordynacji oraz wzmacnia mięśnie kręgosłupa i nóg – same superlatywy – mówi Mono. (w)