Przyjaźni nieprzyjazne maluchom

– Dlaczego przy ul. Tumidajskiego, Lwowskiej czy Pogodnej mogą być fajne, kolorowe, zadbane place zabaw, a u nas nie? – pyta pani Monika, mieszkanka osiedla Przyjaźni, która zbiera podpisy pod petycją dotycząca, braku miejsc rekreacji dla najmłodszych na tym osiedlu. Jej inicjatywę masowo popierają mieszkańcy.
– Kiedyś przed każdą klatką był plac zabaw, a teraz likwiduje się je po kolei, tak jak między blokami 9 i 11. Następny plac to ten między blokami 5 i 7. Wszystkich likwidowanych miejsc do zabawy maluchów nie jesteśmy w stanie wymienić – żali się pani Monika.
Na osiedlu nie brakuje nowoczesnych miejsc do zabawy dla najmłodszych, ale albo są to zamykane place na terenie szkoły czy przedszkola, albo chodzi o jedyny otwarty kompleks nad rzeką. Rodzice uważają go jednak za niewygodny.
Samo osiedle jest gęsto zabudowane, a place zabaw faktycznie nie prezentują się dobrze. Te między blokami nr 28 i 30 oraz 7 i 9 mają po dwa przyrządy – piaskownice ze zjeżdżalnią i małe koniki na sprężynach. Otoczone są zielenią i asfaltową „płytą”.
Na miejscu pytamy przechodniów w różnym wieku. Potwierdzają oni spostrzeżenia społeczniczki. – Nie mam dzieci, ale rzeczywiście jest pilna potrzeba powstania nowych placów zabaw – mówi pani Anna, emerytka z osiedla Przyjaźni.
– Znamy tę inicjatywę. Zgadzamy się z jej treścią. Na osiedlu brakuje miejsc, gdzie można byłoby przyjść z dzieckiem – mówi para z małym, kilkuletnim dzieckiem.
Jak zapewniono nas w RSM „Motor”, spółdzielnia zajmie się sprawą placów zabaw, ale najwcześniej w przyszłym roku. – Nie są to dla nas małe kwoty, biorąc pod uwagę atesty. W przestrzeni międzyblokowej nie może powstać jeden duży plac zabaw. Będziemy remontować te, które mamy. Koszty są zróżnicowane – od pięciu tysięcy przy najprostszych urządzeniach do 40 tysięcy – wyjaśnia Tadeusz Bednarski, kierownik administracji osiedla Przyjaźni. CH