Psychopaci! Jeden siedzi, drugiego szukają

Po amputacji dochodzi do siebie. Sprawca jej cierpienia dalej poszukiwany

Psycholodzy zgodnie podkreślają: zaczyna się od ataków na bezbronne istoty, domowe zwierzęta. Do czego w takim razie zdolni są ONI? 21-latek, który po alkoholu pociął nożem dwa psy, bo ubzdurało mu się, że „są złe”, albo człowiek, który połamał i oskalpował łapę małej suczce? Jednego z nich sąd aresztował, ale drugi wciąż pozostaje nieuchwytny.

UWAGA DRASTYCZNE ZDJĘCIA

W poniedziałek (20 stycznia) około godz. 7:30 właściciel restauracji „Gęsie Sprawki” odkrył przed wejściem do lokalu skulonego, leżącego w kałużach krwi psa. Natychmiast zadzwonił po straż miejską, a po chwili, by przyspieszyć interwencję, bezpośrednio do administratora chełmskiego schroniska dla zwierząt.

– To był mały, czarny piesek. Miał liczne rany cięte na całym pysku, karku i szyi. Był bardzo osłabiony. On tam konał… Zabraliśmy go do weterynarza, przeszedł operację, ma założone około stu szwów – mówi Mirosław Blacha, administrator schroniska.

Jakby tego było mało, niecałą godzinę później przyszło kolejne dramatyczne wezwanie. Nieopodal Castoramy, przy ulicy, kurier, który wyszedł akurat za potrzebą, zauważył zielony worek na śmieci. Coś się w nim ruszało, próbowało wydostać na zewnątrz. Gdy mężczyzna podszedł bliżej, odkrył, że w środku jest uwięziony pies.

– Był pobity i zakrwawiony – mówi Marek Huk ze Straży Miejskiej w Chełmie.

Okazało się, że to suczka. Jakiś zwyrodnialec złamał i oskalpował jej przednią łapę. – Nie dało się jej uratować, konieczna była amputacja – dodaje Blacha.

Wokół prowizorycznej budy było pełno krwi

Psy były złe. On dobry?

Jeszcze tego samego dnia pracownicy schroniska zamieścili w Internecie dramatyczny apel do ludzi o pomoc w ustaleniu danych właścicieli obu zwierząt, opatrzony fotografiami okaleczonych psów. Nie trzeba było długo czekać. Przed godz. 17 zgłosiła się właścicielka pociętego nożem, czarnego kundelka. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, kobieta (chciała odzyskać zwierzę) przyznała się, że w nocy z niedzieli na poniedziałek w jej domu trwała libacja – jej konkubent zaprosił młodego kolegę, który – gdy był już kompletnie wstawiony – miał powiedzieć, że „zwierzęta są złe”, po czym wyjść na zewnątrz. Kobieta wskazała go, jako sprawcę okaleczenia jej psa.

– Kryminalni z Komendy Miejskiej Policji w Chełmie zatrzymali 21-letniego mieszkańca miasta, który okazał się sprawcą zranienia dwóch psów. W miejscu jego zamieszkania policjanci znaleźli i zabezpieczyli nóż, którym się posługiwał. Mężczyzna w rozmowie z funkcjonariuszami swoje zachowanie tłumaczył wypitym wcześniej alkoholem – poinformowała podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa KMP w Chełmie.

Bartosz B. usłyszał zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad dwoma psami, bo okazało się, że jego ofiarą padł jeszcze jeden pies, Bruno. Po apelu schroniska, również w poniedziałek, członkowie stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt otrzymali sygnał, że na posesji przy ul. Zamojskiej, gdzie mieszkał porżnięty nożem kundel (jak bardzo musiał być przerażony, że szukał kryjówki w podziemiach ul. Podwalnej?), znajdował się jeszcze inny pies, trzymany cały czas w kojcu przed domem, owczarek niemiecki. Pojechali na miejsce (zresztą nie pierwszy raz straż interweniowała na tej posesji, w grudniu wolontariuszki trzykrotnie próbowały skontaktować się z właścicielami czarnego kundla po sygnale, że warunki, w jakich żyje pies, pozostawiają sporo do życzenia).

– Zamknięty w kojcu owczarek również miał pocięty nożem pysk, a na posesji, obok budy mniejszego psa, były jeszcze ślady krwi – mówi Mariusz Kluziak z ChSOZ.

Właściciel owczarka, notabene ojciec konkubenta właścicielki czarnego kundla, zobowiązał się do wizyty u weterynarza. Poszedł, ale nie z psem, a zdjęciem jego poranionego pyska. Na tej podstawie weterynarz przepisał leki, których mężczyzna miał i tak nie podać zwierzęciu. W efekcie kolejnego dnia na miejscu zjawili się na Zamojskiej policjanci, a także pracownicy schroniska, którzy odebrali owczarka. Pies był osowiały, miał wysoką gorączkę, a rany na jego pysku wyglądały fatalnie.

– Złożyliśmy do sądu wniosek o areszt tymczasowy dla Bartosza B., gdyż istniała obawa mataczenia – mówi Lech Wieczerza, prokurator rejonowy w Chełmie.

Podobno po wytrzeźwieniu Bartosz B. dostał amnezji – pamiętał, że okaleczył nożem zamkniętego w kojcu owczarka, ale nie pamiętał już, że rzucił się na bezbronnego kundla, który sięgał mu do połowy łydki. Jedyne, co pamiętał, to, że obudził się we własnym łóżku.

Podczas czwartkowego posiedzenia (23 stycznia) Sąd Rejonowy w Chełmie przychylił się do wniosku prokuratora i umieścił 21-letniego bandytę w areszcie tymczasowym na okres 3 miesięcy. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.

Bartosz B. pociął nożem dwa psy

Jeden siedzi, drugi poszukiwany

Cała trójka czworonogów jest pod stałą opieką weterynaryjną, a pracownicy i wolontariusze schroniska robią, co mogą, by pomóc im wyjść z traumy. W dalszym ciągu jednak apelują do mieszkańców miasta o pomoc w ustaleniu sprawcy oraz właściciela oskalpowanej suczki. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi też chełmska policja. Tosia, bo tak dostała na imię, mimo tego, co przeszła, nie zatraciła wiary w człowieka – jest ufna, garnie się do przytulania. To mała, szorstkowłosa suczka, w średnim wieku, ruda, z białym krawatem i „skarpetkami”. Na szyi miała łańcuch z karabińczykiem.

– Jeśli ktokolwiek coś wie, prosimy o kontakt z nami lub bezpośrednio z policją – proszą pracownicy schroniska.

Coraz więcej psychopatów

Znęcanie się nad zwierzętami: bicie, podpalanie, rżnięcie nożem i inne. Przykłady psychopatycznych zachowań w stosunku do zwierząt, które są oznaką zaburzenia osobowości, można, niestety, mnożyć. Na szczęście sądy zaczynają orzekać wyroki skazujące w stosunku do sprawców takich zachowań. Problem polega na tym, że przypadków takich zachowań zdaje się być coraz więcej.

We wtorek (21 stycznia), czyli dzień po ujawnieniu w Chełmie trzech okaleczonych psów, pracownicy chełmskiego schroniska oraz strażnicy miejscy dostali kolejne wezwanie. Tym razem, w trakcie odbioru odpadów z ul. Lubelskiej, pracownicy ZOM znaleźli w kontenerze kota – zwierzę zostało wyrzucone w worku na śmieci. Uwolnili je, ale sprawcy nie udało się ustalić. Gospodarz domu, z którego kubła wyjęto kociaka, nie otwierał drzwi, a poza tym nie było dowodu na to, że to on, a nie ktokolwiek inny, wyrzucił na śmietnik, w zawiązanym worku, żywą istotę.

„Szczęśliwy los”

– Dotychczas byliśmy ograniczeni w swoich działaniach, dlatego zdecydowaliśmy się założyć fundację – mówi M. Blacha.

Fundacja dla zwierząt „Szczęśliwy los” działa od niedawna, mieści się przy ul. Reformackiej 15. To odpowiedź na wszystkie otrzymywane dotąd sygnały o zaniedbywanych przez właścicieli zwierzętach. – Jako pracownicy schroniska, nie mogliśmy podjąć interwencji w tego typu przypadkach. Teraz już tak. Problem polega na tym, że w wielu przypadkach zwierzęta przebywają u ludzi, którzy z różnych przyczyn są pokrzywdzeni przez los i sami nie są w stanie się sobą prawidłowo zająć, a co dopiero psem czy kotem – tłumaczy administrator chełmskiego schroniska i jednocześnie prezes nowo powstałej fundacji dla zwierząt.

Od teraz chełmianie mogą więc wzywać do interwencji zarówno członków stowarzyszenia ChSOZ, jak i fundacji Blachy.

(pc, fot. Chełmskie Schronisko dla Zwierząt)