Rada ze sobą nie gada

Rada dzielnicy Felin nie zgłosiła żadnego wniosku inwestycyjnego do budżetu Lublina na 2017 rok. Nie zgłosiła, bo praktycznie nie funkcjonuje. Nie zbiera się, nie ma zarządu i przewodniczącego. Mieszkańcy, który przed dwoma laty wybierali swoich dzielnicowych przedstawicieli, mają prawo być zirytowani. Cierpliwość traci również magistrat.
Interes dzielnicy próbował ratować wywodzący się z tego okręgu radny miejski Eugeniusz Bielak, zgłaszając do budżetu m.in. rozbudowę Szkoły Podstawowej nr 52, budowę chodnika, wzdłuż ul. Droga Męczenników Majdanka, do nowo budowanych osiedli czy chodnik przy Grenadierów. Bez wsparcia dzielnicowych działaczy marne są szanse, by którekolwiek z tych zadań znalazło się w budżecie.
– Przewodniczący zarządu źle organizował pracę. W tym roku sparaliżował kompletnie jej działalność. Cała tegoroczna rezerwa celowa (129 tys. złotych – przyp. aut.] przepadła, a sam dietę otrzymywał aż do listopada. Tak nie może być! Przy okazji wyszło na jaw, że miasto, a konkretnie referat zajmujący się radami dzielnic, nie radzi sobie z sytuacją. Liczę, że prezydent zrobi coś w tej sprawie – komentuje Eugeniusz Bielak.
Również przewodniczący rady miasta Piotr Kowalczyk uważa, że dalej tak być nie może. – Ubolewam nad faktem, że rada dzielnicy się nie zbiera, nie zgłasza wniosków do budżetu miasta. Nie może być tak, że rada nie może zebrać się od pół roku. Dajemy Felinowi jeszcze jedną szansę. W tym tygodniu ma odbyć się posiedzenie, któremu będzie przewodził najstarszy wiekiem radny dzielnicy – mówi przewodniczący Kowalczyk. – Przypadek Felina potwierdza również, że konieczna jest reforma statutów rad dzielnic. BARTŁOMIEJ CHUDY