Radny nie czeka na łaskę

Andrzej Rusiński, radny powiatowy, mieszkaniec wsi Korolówka, miał już dość jazdy po zakrzaczonych drogach. Po bezskutecznych apelach do zarządców dróg – powiatu i gminy Włodawa – wziął sprawy w swoje ręce. Wynajął za własne pieniądze maszynę do karczowania poboczy i wykosił około 2 km dróg, głównie należących do gminy Włodawa. – Nie mogłem już na to dłużej patrzeć – mówi radny. – Ile można prosić?!


Co ciekawe, inicjatywa, która wydaje się ze wszech miar pożyteczna i godna naśladownictwa, może się skończyć dla radnego kłopotami. – Przecież radny wjechał bez żadnego pozwolenia na teren niebędący jego własnością. Kto mu pozwolił prowadzić działalność na mieniu gminy? – usłyszeliśmy od jednego z urzędników.
Andrzej Rusiński jednak tylko czeka na tego typu zarzuty przed sądem. – Jeśli powiat czy gmina nie wypełniają swoich ustawowych obowiązków, to ja im pomogę. Jako wieloletni samorządowiec zdaję sobie oczywiście sprawę z ograniczeń budżetowych. Jednak wiem także, że jeśli się chce, to zawsze można znaleźć pieniądze. Szczególnie nieduże pieniądze, jak w tym przypadku.
Okoliczni rolnicy i mieszkańcy popierają w pełni działania radnego. – Poświęca swój czas i pieniądze, by drogi zrobić choć trochę bezpieczniejszymi. Tylko że nie o to w tym wszystkim chodzi, by rolnicy wyręczali władze publiczne.
Według nieoficjalnych informacji, zarówno Zarząd Dróg Powiatowych, jak i wójt gminy Włodawa myślą o jakiejś cząstkowej rekompensacie dla pana Andrzeja. (pk)