Rak toczy COZL

Wzrasta temperatura wokół Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Politycy próbują jak zwykle ugrać swoje, zrzucając winę jedni na drugich. Sam szpital targany jest wewnętrznymi konfliktami.


Czy zagrożona jest dostępność do świadczeń onkologicznych dla mieszkańców całego regionu?
Praktycznie wszyscy drepczą w miejscu. Dyrekcja i związkowcy kłócą się m.in. o to, kiedy zaczęto ostatnią inwentaryzację rozgrzebanej inwestycji i czy była ona potrzebna, natomiast faktem jest, że nikt nie wie, kiedy uda się budowę dokończyć. Spór zbiorowy toczy się własnym rytmem, szpital musi więc przejść przez okres mediacji, na której efekty nikt przecież nie liczy. Protestująca „Solidarność” zabija więc czas, wywieszając transparenty o treści np. „Chcemy gospodarza, a nie grabarza” czy „Dość marnotrawienia majątku publicznego”, a dyrektorzy każą je zdejmować jako „niezwiązane z zakresem sporu zbiorowego”. Trwa też rytualna wymiana oświadczeń i polemiki za pośrednictwem prasy – ostatnio między dyrektorem COZL Jerzym Kulińskim, a radnym miejskim PiS Tomaszem Pituchą. Co będzie dalej?
Dyrektorzy COZL upierają się, że przyjęte przez nich rozwiązanie – bilansowanie szpitala kosztem załogi, jej zarobków i stanu zatrudnienia jest jedynym możliwym. Jeśli jednak kierownictwo COZL będzie konsekwentne, to logiczną konsekwencją takiego scenariusza będzie również stopniowe wygaszanie działalności tych komórek organizacyjnych szpitala, na które nie ma gwarantowanego finansowania. Zapewnienia, że np. ośrodek rehabilitacji ma tylko „przejściowe trudności kadrowe”, nie są w stanie zagrożeń tych przesłonić. Z drugiej jednak strony można się dziwić uporowi Zarządu Województwa, który przecież musiał wyrazić zgodę na tak drakońskie „reformy” i to na rok przed kolejnymi wyborami samorządowymi. Czy nie bezpieczniej byłoby wyjąć zaskórniaki, skredytować COZL nawet na wieczne nieoddanie i pokrywać dalej straty, zakładając, że w najgorszym wypadku martwić się będzie już kolejny marszałek?
Wygląda jednak na to, że marszałek Sławomir Sosnowski ma już szczerze dość COZL-u, całej tej niekończącej się awantury, że czuje się osobiście poszkodowany przez poprzednią dyrektor, czy nawet załogę Centrum, i teraz chce się po prostu jak najszybciej odciąć od całej sprawy i zamiast uspokojenia, niezbędnego do wspólnego wyciągnięcia lubelskiej onkologii z kryzysu, mamy równie gremialny bieg ku katastrofie do wtóru rzucanych naokoło oskarżeń. To już nie jest zwykła przedłużająca się inwestycja ani normalne w samorządowej służbie zdrowia niedobory finansowe i absurdy kadrowe – to jest rak w jednym z najważniejszych szpitali Lubelszczyzny. TAK