Rój os zaatakował

Sceny rodem z filmu „Rój” rozegrały się w nocy ze środy na czwartek w jednym z domów w Tarnogórze. – Nagle z sufitu wyleciało kilkaset os. W ostatniej chwili wyniosłem córeczkę na dwór, sam jestem cały pokąsany, właśnie idę na badania do okulisty – opowiada roztrzęsiony pan Jacek. – Wciąż próbuję dojść do siebie po tym, co się stało. Dziękuję strażakom za pomoc – dodaje.

W 1978 r. Irwin Allen wyreżyserował „Rój”, w którym zagrali m.in. Michael Caine i Richard Chamberlain. Klasyczny dziś przykład filmu katastroficznego opowiadał o tym, jak rój śmiercionośnych afrykańskich pszczół zaatakował mieszkańców miasta położonego na południu Stanów Zjednoczonych.

– Po tym, co stało się w moim domu, pomyślałem właśnie o tym filmie – mówi pan Jacek z Tarnogóry w gminie Izbica, który skontaktował się z naszą redakcją w ostatni czwartek. – Przeżyliśmy horror podobny do tego w filmie, tyle że nas zaatakował rój os – dodaje. Dramatyczne chwile rozegrały się w nocy ze środy na czwartek.

– Wróciłem z pracy po 22.00 – rozpoczyna pan Jacek. – Przed snem chciałem spędzić jeszcze kilka chwil ze swoją 14-letnią córką. Gdy zapaliłem lampkę, osy musiały się obudzić – dodaje. Mieszkaniec Tarnogóry wiedział, że na strychu zadomowiły się osy. Nie sądził jednak, że jest ich wiele i że mogą być groźne. – Sufit zrobiony jest z płyty karton gipsowej. Osy od jakiegoś czasu musiały ją podgryzać, aż została warstwa papieru. Gdy zapaliłem światło, musiały to zobaczyć przez papier i to je obudziło. Nagle z otworu wielkości denka od musztardy zaczęły wylatywać setki os – opowiada.

Rój ruszył w kierunku pana Jacka i jego córki. Mężczyzna, nie zastanawiając się, złapał dziecko pod pachę i zaczął uciekać. – Rękoma objąłem główkę córeczki, więc nie miałem jak się bronić. Czułem kolejne użądlenia, jedno po drugim, głównie w szyję, kark i twarz. Po chwili znaleźliśmy się na dworze, postawiłem córkę na ziemi i kazałem jej uciekać, bo te osy wyleciały za nami z mieszkania.

Na dworze rój się nieco rozproszył i zaprzestał ataków. – Do domu nie dało się wejść, zadzwoniłem więc do straży pożarnej w Krasnymstawie. Dyżurny nieco mnie uspokoił, pouczył, jak mam się zachować. Jego opanowanie przeniosło się na mnie, chciałem temu panu bardzo podziękować – mówi pan Jacek. Mimo, że była godz. 23, dyżurny zorganizował ekipę strażaków, którzy z odpowiednim sprzętem pojechali do Tarnogórny. Jeden z nich, ubrany w odpowiedni kombinezon, wszedł do środka i rozpylił jakiś środek. Osy zaczęły padać, na podłodze znalazłem ich później setki. Strażacy dostali się też na strych, okazało się, że znajdowały się tam trzy gniazda os, wielkości średnich arbuzów. Oczywiście wszystkie usunęli, a na koniec otwór w suficie zabezpieczyli płytą – relacjonuje mężczyzna.

Mieszkaniec Tarnogóry dziękuje strażakom za szybką i fachową pomoc. – Nie wiem, co bym zrobił, gdyby nie oni. Zachowali się wspaniale i bardzo profesjonalnie. Byli w naszym mieszkaniu do trzeciej nad ranem. To musiała być dla nich ciężka noc – dodaje.

Tuż po rozmowie z nami pan Jacek miał umówioną wizytę u okulisty, osy pokąsały go bowiem nawet w powieki. – Mam napuchniętą twarz, nieciekawie to wygląda, najważniejsze jednak, że córce nic nie jest – mówi.

Podobnych, choć nieco mniej dramatycznych, interwencji strażacy w powiecie krasnostawskim mieli w ubiegłym tygodniu kilka. Usuwali gniazda os lub szerszeni m.in. w Anielpolu i na ulicach Ułańskiej i Witosa w Krasnymstawie. Karol Garbacz