Rychliczek w centrum zamieszania

Radny wojewódzki Adam Rychliczek (PSL) znalazł się w centrum zamieszania związanego z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie. O wpływy w Funduszu ścierają się rządzące samorządem PSL oraz wojewoda i minister z PIS. A głos Rychliczka, który jest przedstawicielem marszałka w radzie nadzorczej WFOŚiGW, ma póki co największą wartość.

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej to jednostka podlegająca formalnie marszałkowi województwa. Przyznaje pożyczki i dotacje na inwestycje proekologiczne, np. budowę przydomowych oczyszczalni ścieków, kolektory słoneczne, instalacje fotowoltaiczne czy remonty i budowy wodociągów i kanalizacji. Zajmuje się też edukacją ekologiczną.
Po zmianie władzy w kraju sejm zmienił strukturę WFOŚiGW. Chciał ją podporządkować rządzącym, zmieniając układ sił w Radzie Nadzorczej, która decyduje o najważniejszych sprawach w funduszu, także tych kadrowych. Według nowej ustawy Rada Nadzorcza Funduszu składa się z pięciu członków. Dwóch wyznacza wojewoda, dwóch minister środowiska (a więc obóz rządzący z PiS) a tylko jednego marszałek województwa z PSL.
– Władza próbowała doprowadzić do tego, że marszałek, któremu podlega WFOŚiGW, nie będzie miał nic w sprawie swojej jednostki do gadania – mówią radni PSL z sejmiku wojewódzkiego.
Ale marszałek znalazł na to sposób. Od niego zależy statut Funduszu. Więc wprowadził tam zapis, by decyzje Rady Nadzorczej podejmowane były jednogłośnie, inaczej nie będą ważne. Przez to A. Rychliczek swoim jednym głosem może trzymać w szachu całą radę.
– Chodzi bardziej o to, by marszałek miał coś do powiedzenia we własnej jednostce i by zrównoważyć głosy członków rady – mówi A. Rychliczek. – Kiedy mieliśmy pierwsze posiedzenie Rady w lipcu, odbyło się ono bez uwag, zatwierdziliśmy pożyczki a o sprawach kadrowych mieliśmy rozmawiać w późniejszym terminie.
Zanim doszło do kolejnego posiedzenia, wojewoda unieważnił statut. – Są ekspertyzy kancelarii prawnej, która mówi, że wojewoda nie miał do tego podstaw – uważa Rychliczek.
Podczas drugiego, sierpniowego posiedzenia Rada Nadzorcza, w związku z uchyleniem statutu Funduszu, nie była w stanie podjąć decyzji w sprawie dotacji. Podobnie będzie podczas kolejnych posiedzeń. A na pieniądze czekają i samorządy, i osoby prywatne. Jak dalej ma funkcjonować Fundusz? O tym ma zdecydować sąd. Rychliczek zaproponował, aby do czasu rozstrzygnięcia decyzje podejmować tak, jak zapisano to w statucie, czyli jednogłośnie. Ale nie ma na to zgody pozostałych członków rady. Według Rychliczka, PiS zmierza do przejęcia Funduszu. I chce obsadzić stołki swoimi ludźmi. Jednostka jest łakomym kąskiem, bo dysponuje znacznym budżetem – ok. 200 mln zł w skali roku. (bf)