Sąd łaskawy dla wyrodnego syna

Karę roku i 4 miesięcy więzienia wymierzył Sąd Okręgowy w Lublinie 33-letniemu Maciejowi S., oskarżonemu o usiłowanie zabójstwa swojego ojca, Alberta. Mężczyzna miał dźgać go nożem, m.in. w okolicę szyi. Zdaniem sądu nie ma jednak dowodów, że chciał zabić.


Sąd Okręgowy był dla Macieja S. łaskawy. Wyrok 16 miesięcy więzienia, jaki usłyszał mężczyzna, jest ponad 7 razy niższy od tego, jaki żądała prokuratura (10 lat więzienia). Sąd uznał, że Maciej S. nie chciał zabić swojego ojca, a jedynie spowodował u niego „naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni”.

– Maciej S. chciał spowodować u pokrzywdzonego, swojego ojca, Alberta S. obrażenia ciała, ale nie można uznać, że chciał on swojego ojca zabić – uzasadniała wyrok sędzia Aneta Świdzińska-Kozieł. Zauważyła, że z medycznego punktu widzenia obrażenia, jakich doznał Albert S., ojciec Macieja, nie były poważne. – Doznane przez pokrzywdzonego rany były stosunkowo płytkie – stwierdziła.

Sędzia przypomniała też, że Albert S. odmówił składania zeznań przed sądem. – Brak możliwości ustalenia tego fragmentu zajścia w połączeniu z charakterem doznanych przez pokrzywdzonego obrażeń, które w istocie miały charakter powierzchowny, wyklucza możliwość przypisania Maciejowi S. zbrodni usiłowania zabójstwa – uzasadniła sędzia.

Wyrok był łagodny również z innego powodu. – Maciej S. działał w warunkach ograniczonej poczytalności. Biegli wskazali, że jego zdolność do rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem była w znacznym stopniu ograniczona – dodała. Sąd nie zdecydował się jednak na warunkowe zawieszenie kary. – Maciej S. był już karany za przestępstwa z użyciem przemocy, a czynu dopuścił się w warunkach recydywy, dlatego tylko kara pozbawienia wolności będzie adekwatna do stopnia szkodliwości czynu – tłumaczyła Aneta Świdzińska-Kozieł.

Sąd uznał też Macieja S. winnym posiadania narkotyków. Orzekł również wobec niego „środek zabezpieczający w postaci terapii leczenia uzależnień”. Wyrok nie jest prawomocny. Macieja S. nie było na sali rozpraw w czasie ogłaszania wyroku. Mężczyzna przebywa na wolności, pod koniec września został zwolniony z aresztu, gdzie przebywał niemal rok.

Do zdarzenia doszło 30 września ubiegłego roku. Wieczorem do mieszkania 57-letniego Alberta S. przy ulicy Krótkiej w Lublinie przyjechał znajomy, Bartłomiej R. Godzinę później do mieszkania przyjechał 33-letni Maciej S., syn Alberta. Maciej S. skończył tylko gimnazjum. Pracował na umowie zleceniu w kuchni szpitala przy al. Kraśnickiej. Tamtego wieczora Maciej S. wygonił Bartłomieja R. z mieszkania i został z ojcem sam. Mężczyźni pili piwo. Maciej S. starał się sprowokować ojca do kłótni. Albert S. nie reagował jednak na zaczepki.

W pewnym momencie Maciej S. zaczął go kopać i uderzać pięściami po głowie. Wyjął z kieszeni składany nóż. Zaczął zadawać ojcu ciosy w okolice twarzy, szyi, rąk, nóg i pleców. Albert S. osłaniał się ręką. Możliwe, że dzięki temu przeżył szaleńczy atak syna.

Maciej S. nadal zadawał ojcu ciosy, krzycząc, że „wyśle go na Majdanek”. Albertowi S. udało się uciec na klatkę schodową, a następnie przed kamienicę. Na ulicy spotkał dwóch kolegów, których poprosił o wezwanie pomocy. Na miejsce przyjechała karetka, która zabrała Alberta S. do szpitala. Wkrótce przyjechali policjanci i zatrzymali Macieja S.

33-latek został oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Mężczyzna usłyszał też drugi, mniej ważny zarzut. Prokurator oskarżył go o posiadanie narkotyków.

Grzegorz Rekiel