Sąd przeciw eksmisji

Sąd 3 stycznia br., uznał że mieszkańcy kamienicy przy ul. Skibińskiej 5 w Lublinie „mają tytuły prawne do zajmowania lokali” i nie zgodził się na eksmisję lokatorów. Wnosił o nią Mariusz Kasprzak (PiS), były przewodniczący zarządu dzielnicy Kośminek, który nabył w maju ub. roku wspomnianą kamienicę razem z mieszkającymi tam ludźmi.
Sprawa samorządowca-kamienicznika, o której „Nowy Tydzień” pisał jako pierwszy, była tematem programów interwencyjnych w ogólnopolskich mediach, bulwersując opnie publiczną zakresem ludzkiej znieczulicy. Z jednej strony nowy właściciel dał lokatorom 10 godzin na wyprowadzkę ze względu na zły stan techniczny budynku, a z drugiej strony podnosił jednocześnie kilkakrotnie czynsz za klitki w ruderze z wychodkiem na zewnątrz, jakby wynajmował pełnowartościowe lokale w centrum miasta. W dodatku zażądał kilkusettysięcznych odszkodowań od Bogu ducha winnych ludzi.
Przypomnijmy tło konfliktu: Sytuacja osób zamieszkujących kamienicę przy Skibińskiej 5 zmieniła się na początku maja. Kamienica została sprzedana, a nabywca, dochodzący swoich praw, które zostały zawarte w akcie notarialnym, zaczął je wprowadzać w życie.
– Wszyscy mieszkamy tu już ponad trzydzieści lat. Ówczesny gospodarz domu, pan Kazimierz Szlec, miał mieszkania do wynajęcia. W ten sposób zostaliśmy tu przydzieleni i zameldowani przez wydział kwaterunkowy. Płaciliśmy mu za czynsz i za media. Kiedy zmarł, przeprowadziła się tu jego córka i z nią załatwialiśmy wszelkie należności – tłumaczyła Danuta Janisz, mieszkanka kamienicy.

Niestety, budynek nie był remontowany i wszystko zaczęło się sypać. – Przyszła straż miejska, zrobili zdjęcia i zaraz po tym na chodniku stanął płotek z ostrzeżeniem o zagrożeniu. Tak stoi to do dziś. Wtedy pani Marta, właścicielka domu, wyprowadziła się, przestała się interesować jakimikolwiek opłatami, a po jakimś czasie zupełnie straciliśmy z nią kontakt. Żeby jakoś żyć, podpisaliśmy umowy i płaciliśmy za prąd, wodę i wywóz śmieci. Na początku maja przyszedł jakiś pan, przedstawił się i powiedział, że kamienica jest jego – opowiadała pani Danuta.

Ja, jako właściciel…

Na początek wszyscy mieszkańcy dostali pismo informujące o złym stanie technicznym budynku. „… Dlatego proszę o jak najszybsze opuszczenie budynku w ciągu 10 godzin. Za pozostawanie w dalszym ciągu w budynku, ja, jako właściciel nie odpowiadam” – czytamy w piśmie, które dostali lokatorzy.
– Musiałem dać im takie pismo dla ich bezpieczeństwa ze względu na zły stan techniczny budynku – tłumaczył wówczas naszemu reporterowi Mariusz Kasprzak, nowy właściciel kamienicy.
Jednocześnie lokatorzy dowiedzieli się, że mogą mieszkać nadal, ale na zasadach rynkowych.
– Powiedział nam, że mamy płacić po półtora tysiąca czynszu – mówi Danuta Janisz.
– Jeżeli będziemy płacić, możemy mieszkać i budynek wtedy nie jest już zagrożony?! – pytała Anna Skomra, jedna z mieszkanek kamienicy.
Mogą mieszkać, ale niech zdają sobie sprawę…
Właściciel podkreśla, że ma prawo do narzucenia takiego czynszu.
– Powiedziałem, że mogą mieszkać, ale niech zdają sobie sprawę, że za każdy miesiąc wartość wynajmu będzie określana na podstawie cen wynajmu w najbliższej okolicy – dodaje Mariusz Kasprzak.

Dodatkowo zażądał od lokatorów odszkodowania za dziesięć lat bezczynszowego mieszkania. Od niektórych ponad 400 tys. zł.
– Ode mnie chce 240 tys. zł, bo nie mam rachunków za czynsz. Przychodzi prawie codziennie i o tym przypomina. Płaciliśmy, ale jak to w takich sytuacjach bywa, to było na umowę ustną. Mamy takie kwitki z podpisami potwierdzające, że płaciliśmy za prąd i wodę, ale czynszu nie mamy potwierdzonego i fakt, odkąd pani Marta przestała się z nami kontaktować, nie płaciliśmy czynszu, ale to jest niecałe trzy lata. Do tego staraliśmy się dbać o budynek. Tu zbierali się bezdomni, więc w pustostanach zamontowaliśmy zamki – mówi Danuta Janisz.

„Ja biorę kredyt, niech oni wezmą”

Właściciel uważa jednak, że skoro przepisy prawa są takie, a nie inne, to należy je egzekwować.
– Nikt nie widział dokumentów potwierdzających, żeby płacili. Nie płacili ani złotówki. Niech mi pokażą jakiekolwiek kwitki potwierdzające zapłatę. Ja mam to ujęte w akcie notarialnym. Nie płacili, a do tego nie pozwalali remontować. Poprzednia właścicielka przywiozła tu materiały budowlane, a na następny dzień je ukradli. Będę żądał odszkodowania za te dziesięć lat bezczynszowego najmu. Mówią, że nie mają pieniędzy? Przecież mają renty, emerytury, a jedna z pań ma stałą pracę. Ona wyremontowała swoje mieszkanie i chce teraz pieniędzy za ten remont, a nie miała na ten remont pozwolenia, to też mam zawarte w akcie notarialnym – tłumaczył nowy właściciel.
Mieszkańcy byli przerażeni, skąd zdobyć pieniądze na odszkodowania?
– Ja biorę kredyty. Skąd mają wziąć pieniądze? Odpowiadam! Proszę wziąć kredyt, tak jak ja. Kupiłem ten budynek, bo przylega do mojej kamienicy. Jest w fatalnym stanie i zagraża mojemu budynkowi – mówi Mariusz Kasprzak.
Wcześniejszą kamienicę pan Mariusz kupił również z lokatorami.
– Poszedłem do sądu, który wydał wyroki eksmisji i miasto zabrało swoich lokatorów – tłumaczył.

Sąd uzasadnił wyrok, wskazując na fakt, że właściciel nie wskazał, iż wypowiada umowy najmu z tytułu zalegania z zapłatą czynszu.  Potwierdził, że mieszkańcy nie mają zaległego czynszu i mają prawo przebywać w lokalach mieszkalnych.
Wyrok nie jest prawomocny. – Zdajemy sobie sprawę, że właściciel skorzysta z apelacji. Cieszy nas jednak fakt, że sąd przychylił się do naszych argumentów. Regularnie odprowadzamy czynsz – mówi pani Teresa, jedna z lokatorek, obecna na poniedziałkowej rozprawie.
Były już przewodniczący zarządu dzielnicy Kośminek, Mariusz Kasprzak, stracił swoje stanowisko po nagłośnieniu sprawy.
BCH