Sądowe rozstrzygnięcie po śmierci niemowlęcia

Zapadł wyrok w sprawie śmierci 3,5-miesięcznego Bartka. O jego śmierć oskarżono dyspozytorkę pogotowia, lekarkę i kierownika chełmskiej pediatrii. Kobiety zostały uniewinnione. Sąd uznał, że winę za nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka ponosi lek. Piotr Z. – Całą sprawę bardzo przeżywam emocjonalnie, bo to tragedia dla wszystkich. Jednak czuję się pokrzywdzony wyrokiem – mówi Piotr Z. – Biegli nie byli kompetentni. Będę się odwoływał.

W styczniu 2013 roku 3,5-miesięczny Bartek zachorował na zapalenie oskrzeli. Po antybiotyku wyzdrowiał i miało już być dobrze, ale w nocy z 23/24 lutego ponownie dostał wysokiej gorączki. Nie pomógł paracetamol – temperatura niebezpiecznie wzrosła z 39,4 do 42 stopni Celsjusza. Nad ranem matka zadzwoniła po pogotowie, ale gdy powiedziała, że mieszkają w Sawinie, dyspozytorka (Elżbieta S.) odmówiła wysłania karetki. Miała rzucić przez telefon „my do gorączek nie jeździmy”, po czym poleciła robić dziecku okłady i przyjechać samemu do ambulatorium. Rodzice nie wiedzieli, co robić, więc ubrali niemowlaka i pojechali z nim prosto do chełmskiego szpitala. Było ok. godz. 8. Dyżur na pediatrycznej izbie przyjęć kończyła akurat lek. Ewa G. Lekarka nie przeprowadziła podobno żadnego badania, kazała jedynie podać czopek, bo „pewnie podali zbyt małe dawki leków przeciwbólowych”. Po czopku gorączka spadła, więc Ewa G. skierowała rodziców do lekarza rodzinnego po skierowanie do szpitala. Dochodziła godz. 9. Rodzina pojechała do przychodni przy ul. Słowackiego. Z rozpoznaniem zapalenia układu moczowego u Bartka i skierowaniem wrócili do szpitala. Dyżur na izbie przyjęć objął już kierownik chełmskiej pediatrii, lek. Piotr Z. On też nie chciał przyjąć na oddział malca, tłumacząc się obłożeniem łóżek, i odesłał ich na oddział laryngologii na konsultacje („to pewnie zapalenie ucha”). Tam rodzice usłyszeli, że z całą pewnością dziecko nie ma zapalenia. Wrócili na pediatrię. Dziecko zostało przyjęte na oddział przed godz. 12 i lekarz zlecił wykonanie badań krwi i moczu. Po ok. 2 godzinach rodzice zauważyli, że z Bartkiem jest coraz gorzej – robi się blady, ciężko dyszy. Ojciec pobiegł po lekarza. Ten przyszedł, osłuchał i stwierdził, że nic nie słyszy, po czym wrócił do gabinetu. A rodzice zauważyli na powiekach Bartka wybroczyny (zaraz pojawiły się też na stopach). Lekarz wrócił i stwierdził, że „coś musi być w krwi”. Wyniki badań były dopiero przed godz. 15. Bartek trafił do pokoju zabiegowego, a rodzice usłyszeli, że najprawdopodobniej ma sepsę. Ok. godz. 16 rozpoczęła się konsultacja z Dziecięcym Szpitalem Klinicznym w Lublinie. Niemowlak trafił do DSK po godz. 18, już w stanie agonalnym. Po północy 25 lutego zmarł.
Wyniki sekcji zwłok podały za bezpośrednią przyczynę śmierci ostrą niewydolność kory nadnerczy z powodu martwicy krwiotocznej w następstwie posocznicy meningokokowej typ B. Po opiniach biegłych z medycyny sądowej we Wrocławiu Prokuratura Rejonowa w Chełmie oskarżyła dyspozytorkę o nieudzielenie pomocy (kobieta nie zebrała wywiadu chorobowego, nie zadawała pytań, nie wysłała rodziców do szpitala i nie chciała posłać karetki do niemowlaka) i dwójkę lekarzy. Biegi określili, że rodzice nie musieli mieć skierowania, skoro chodziło o niemowlaka z tak wysoką gorączką – był to nagły przypadek, a dziecko powinno od razu zostać przyjęte na oddział. Lekarz powinien też zlecić od razu wszystkie badania. Co do Piotra Z., biegli stwierdzili, że dążył do wykluczenia najczęstszych, a nie najgroźniejszych przyczyn gorączki, zaś po wstępnym rozpoznaniu sepsy nie zlecił badania gazometrycznego, nie wdrożył resuscytacji płynowej i nie odnotował nigdzie stanu dziecka. Według biegłych, gdyby ok. godz. 8 zostały przeprowadzone dodatkowe badania i wdrożono antybiotykoterapię, istniałaby szansa uratowania życia małego Bartka, a nawet uniknięcia oddziału intensywnej terapii. Śledczy uznali, że lekarze doprowadzili do rozwoju choroby. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im czynów.
Z uwagi na powiązania rodzinne jednego z oskarżonych sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Krasnymstawie. W ubiegłą środę zapadł wyrok. Sąd oczyścił Ewę G. i Elżbietę S. ze wszystkiego. Uznano, że o godz. 8 nie było jeszcze mowy o zagrożeniu życia, a z Sawina szybciej dojechać samochodem niż karetką. Piotr Z. został uznany winnym. Sąd zdecydował się na łagodniejszą karę, niż domagała się tego prokuratura – lekarz może w dalszym ciągu wykonywać zawód. Usłyszał wyrok 9 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, do tego 5 tys. zł grzywny, 7500 zł zwrotu kosztów, niecałe 5 tys. zwrotu kosztów sądowych oraz 40 tys. zł zadośćuczynienia dla rodziców Bartka.
Sąd lekarski uniewinnił Z., powołując się na opinie biegłych z Krakowa i wojewódzkiego konsultanta ds. pediatrii.
Rodzice zmarłego Bartka mają ogromny żal. Z jednej strony czują ulgę, że sąd uznał Piotra Z. winnym. Z drugiej – są zaskoczeni uniewinnieniem lek. Ewy G. Będą się odwoływać.
– Nie pogodzę się z tym. Czas wcale nie goi ran, a żadne pieniądze nie zwrócą mi dziecka. Najbardziej boli to, że przecież biegli ocenili, że można go było uratować. Na pierwszej rozprawie doktor Z. się przyznał się, że nie miał wcześniej do czynienia z takim przypadkiem – mówi pani Patrycja.
Małżeństwo ma dwójkę dzieci. Jedno ma 2,5 roku, urodziło się po śmierci Bartka, drugie 10 lat.
– Śmierć dziecka to ogromny cios dla rodziców. Ja również przeżywam to wciąż bardzo emocjonalnie. Nie znam oddziału dziecięcego, w którym nie ma niepowodzeń terapii, a posocznica meningokokowa o piorunującym przebiegu zwykle kończy się zgonem – mówi lek. Piotr Z. – Mimo wszystko, czuję się pokrzywdzony. Sąd wydał taki wyrok, opierając się na opinii biegłych medycyny sądowej z Wrocławia, bardzo niekorzystnej dla mojej osoby. Jest ona radykalnie sprzeczna z opinią konsultanta wojewódzkiego do spraw pediatrii i biegłych z Krakowa, którzy ocenili moje postępowanie za prawidłowe, zgodne z najlepszą i najnowszą wiedzą medyczną, a wręcz za wzorowe. Biegli z Wrocławia, w większości, swoim składem nie byli władni do tej oceny, z wyjątkiem jednej osoby o odpowiednich kwalifikacjach. Również Prokuratura w okresie przygotowawczym nie wysłała do tych biegłych wszystkich dokumentów – nie dosłała opinii konsultanta wojewódzkiego, a miała taki obowiązek. Z całą stanowczością będę wynosił apelację – zapowiada lekarz. (pc)