Ścigany skazaniec udawał… kołdrę

41-latek czuł oddech policjantów na plecach. Kiedy zaczęli dobijać się do mieszkania, w którym przebywał, czmychnął do wersalki. 
Artur D. miał do odsiedzenia 10-letni wyrok, ale pobyt w więzieniu wcale mu się nie uśmiechał. Nie zgłosił się za kratki i postanowił się ukrywać. Był poszukiwany listem gończym. Funkcjonariusze spodziewali się jednak, że mężczyzna może przebywać w domu, w kamienicy na Starym Mieście w Lublinie. Kiedy zapukali, nikt nie chciał im otworzyć drzwi. Mundurowi zagrozili, że wejdą siłą. Wtedy wybiegła żona i zaczęła się awanturować, strasząc stróżów prawa nawet zwolnieniem z pracy. Policjanci robili jednak swoje. Przeszukali dokładnie mieszkanie. Po otwarciu wersalki zobaczyli leżącego cicho jak trusia ściganego mężczyznę.
Artur D. nareszcie odpokutuje za przestępstwo, do którego doszło w 2008 r. Wtedy na klatce schodowej jednego z bloków, zaatakował 44-latka. Nożem zadał mu kilka ran, a poszkodowany trafił do szpitala. LL