Sejmik pod krzyżem

Po trzynastu latach krzyż wrócił na salę obrad sejmiku

Samorządowa opozycja nadal nie umie dogadać się i wskazać jednego kandydata na pozostawione przez PiS miejsce trzeciego wiceprzewodniczącego Sejmiku Województwa Lubelskiego. Partia rządząca za to między siebie rozdysponowała funkcje szefów komisji.


I tak spośród lubelskich radnych Marek Wojciechowski pokieruje prestiżową komisją rozwoju regionalnego i współpracy zagranicznej, zaś opozycyjnej radnej Bożenie Lisowskiej pozostała funkcja przewodniczącej komisji rewizyjnej. Wobec nieustającej przewagi głosów PiS, radnych bardziej musiały zająć sprawy mniej przyziemnej natury. Wywołał je sam przewodniczący Sejmiku, Michał Mulawa.

To za jego sprawą na sali obrad w Lubelskim Centrum Konferencyjnym nad godłami kraju i województwa zawisł krzyż. – Wiara chrześcijańska leży u podstaw państwa polskiego, Unii Europejskiej, w tym również Sejmiku Województwa Lubelskiego. Krzyż będzie towarzyszył nam w podejmowaniu ważnych dla regionu decyzji – oświadczył przewodniczący Mulawa.

Opozycja nie protestowała, pozwoliła sobie jednak na kuluarowe wyrażenie zaskoczenia przede wszystkim jednoosobowym trybem podjęcia decyzji, brakiem uzgodnień i konsultacji międzyklubowych. Radny .Nowoczesnej Jan Bury powołał się nawet na świeckość państwa i zasadę jego rozdziału od religii.

Wiara zamiast wizji?

Krzyż na sali sejmiku pojawiał się już wcześniej – po raz pierwszy w 2002 r. podczas pierwszych rządów koalicji PSL-LPR, potem jednak nie wrócił po 2005 r. Również rządząca w latach 2006-2008 koalicja PiS-PO miała widać ważniejsze sprawy na głowie – zresztą sprawę komplikował fakt, że sejmik obradował w pomieszczeniach należących do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego. Kiedy więc krzyż się pojawił, to raczej jako element wystroju wnętrza niż symbol ideowy.

Tak to już jednak jest, że kiedy budżet się nie domyka, perspektywa finansowa województwa jest niejasna, a inwestycje się przeciągają (radni przyjęli stosowne korekty do budżetu i innych dokumentów finansowo-strategicznych), wówczas wywleka się imponderabilia, sprawy wiary czy historii. O tym po prostu można gadać w nieskończoność i nie trzeba się znać na niczym konkretnym…TAK