Sesja w oparach podejrzeń

Rada Gminy Siennica Różana uchwaliła budżet na 2023 rok. Bardziej niż dyskusja nad planem gminnych dochodów i wydatków radnych rozpalił temat sprowadzania do nas ukraińskiego zboża i sugestii jednego z radnych, że może uczestniczyć w tym były krasnostawski starosta, co ten nazwał bzdurą i skwitował anegdotą o… „narzędziu gwałtu”.


Przyjęty przez radnych budżet zakłada dochody w wysokości 31,9 mln zł, a wydatki na poziomie 37 mln zł. Deficyt (5 mln zł) samorząd pokryje kredytem (350 tys. zł) i tzw. wolnymi środkami w budżecie (4,5 mln zł). Co ciekawe, na inwestycje gmina chce wydać ok. 20,8 mln zł, czyli prawie trzy razy tyle, co w 2022 r. Leszek Proskura, wójt gminy Siennica Różana, przyznał, że to budżet ambitny, a jego wykonanie będzie niełatwe. Zauważył, że trudno przewidzieć, jaka w 2023 r. będzie inflacja i jak to wpłynie na koszty planowanych inwestycji, ale zrobi wszystko, by je zrealizować.

Najwięcej, bo prawie 5,8 mln zł, gmina chce przeznaczyć na kupno i montaż instalacji fotowoltaicznych na budynkach mieszkalnych. 3,8 mln zł wyda na budowę nowego przedszkola, a 2,8 mln zł na kolejne panele fotowoltaiczne, które mają pojawić się na gminnych nieruchomościach. 2,1 mln zł kosztować będzie przebudowa drogi w Woli Siennickiej, a 2 mln zł – cyfryzacja urzędu. Podobną kwotę samorząd przeznaczy na rozbudowę sieci wodociągowych i kanalizacyjnych. 350 tys. zł pochłonie wymiana oświetlenia w SP w Siennicy Różanej.

Na tropie ukraińskiego zboża

Większą dyskusję i emocje niż sprawa gminnego budżetu wzbudziła wywołana już na początku sesji przez Dariusza Sęczkowskiego sprawa sprowadzania do Polski ukraińskiego zboża. Radny chciał wiedzieć czy władze gminy wystosowały w tej sprawie pismo w imieniu lokalnych rolników, zaniepokojonych importowaniem zboża z Ukrainy, tańszego niż nasze.

– Ostatnio na terenie naszej gminy widziano 18 tirów z takim zbożem. Czy wójt z tym coś robi? – pytał Sęczkowski. W imieniu nieobecnego w tym momencie na sali wójta Proskury odpowiedział mu Piotr Banach, przewodniczący rady gminy.

– Takie pismo zostało wysłane – mówił Banach. – W wielu miastach w Polsce rolnicy organizują protesty, blokują drogi, przekonują, że niekontrolowany napływ zboża z Ukrainy rozbija lokalny rynek, doprowadza to spadku cen zboża i naraża polskie gospodarstwa na straty. My również uważamy, że sprawa jest poważna.

To jednak nie zamknęło tematu. Radny Andrzej Korkosz niespodziewanie „wywołał do tablicy” przysłuchującego się obradom radnego powiatu i byłego starostę Janusza Szpaka, pytając go, czy prawdą jest, że przez żniwami jeździł po lokalnych firmach z delegacją z Ukrainy i w jakim celu to robił? – Może żeby im w czymś pomóc, a może żeby mogli tu sprzedawać swoje płody rolne? – zgadnął Korkosz.

– Tak to prawda, i z Tuskiem jeździłem. To wina Szpaka i Tuska! – przerwał radnemu wyraźnie poirytowany Janusz Szpak. – Podobne zarzuty słyszałem już wiele lat temu. Wtedy też, przed kolejnymi wyborami, zarzucano mi, że sprowadzam zboże z Ukrainy. To kompletna bzdura, ja się nigdy nie zajmowałem skupem zboża. To są brednie – stwierdził

Pod koniec sesji były starosta jeszcze raz odniósł się do tematu. Stwierdził, że gdy usłyszał zarzuty kierowane wobec niego przez radnego Korkosza, przypomniała mu się anegdota o rolniku, którego sąsiad oskarżył o produkcję bimbru.

– Oskarżony wszystkiemu zaprzeczał, ale nikt go nie słuchał i sąd uznał go winnym. Na rozprawie rolnik spytał sędziego, dlaczego wydał taki wyrok, a sędzia odpowiedział, że w jego stodole znaleziono stary przyrząd do produkcji bimbru. Rolnik rzucił wówczas, że „w takim razie proszę mnie jeszcze oskarżyć o gwałt”. Na co sędzia: „jaki gwałt?, przecież pan nikogo nie zgwałcił”. A oskarżony: „No, ale mam przy sobie cały czas przyrząd do gwałtu” – spuentował Szpak, na co sala odpowiedziała śmiechem. Wypowiedzi byłego starosty radny Korkosz nie skomentował. (kg)