Sesja zamiast wiecu?

„Samorządność w Polsce, na Lubelszczyźnie, w Lublinie jest zagrożona!” – grzmi parlamentarna opozycja PO-PSL. Dołączają do nich radni sejmiku wojewódzkiego.
„Jako radni województwa lubelskiego zebrani na XXVII sesji Sejmiku Województwa Lubelskiego wyrażamy głęboki protest przeciwko podejmowanym przez rząd Prawa i Sprawiedliwości działaniom mającym na celu ograniczanie kompetencji samorządów. (…) PiS chce zrujnować 25-letni, niekwestionowany dorobek polskiej samorządności. Powód takiego działania jest jeden – tylko w samorządach nie rządzi jeszcze niepodzielnie Jarosław Kaczyński” – napisali radni PO-PSL w projekcie stanowiska, nad którym w poniedziałek procedować będzie sejmik. Dokument ten nie odbiega treścią od poprzednich ataków na rząd, przegłosowywanych przy poprzednich spotkaniach radnych. Ciekawa jest natomiast obrana przez koalicję forma wyrażenia protestu.
Chociaż bowiem PO i PSL mają większość w sejmiku, własnego przewodniczącego i Zarząd Województwa, a zatem mogą procedować w zwykłym trybie, zaś przewodniczący Przemysław Litwiniuk mógłby zwołać sesję, kiedy by chciał, jaką by chciał i z dowolnym uzgodnionym z marszałkami porządkiem obrad, zdecydowano się sięgnąć po tryb sesji nadzwyczajnej. Czemu? Bo to lepiej i głośniej brzmi – zarzucają radni PiS.
Sztuczką i dietą
Ustawodawca zostawił możliwość zwoływania sesji nadzwyczajnych przede wszystkim dla sytuacji nagłych i nieprzewidzianych, kiedy konieczne jest zrezygnowanie przede wszystkim z terminów doręczeń zaproszeń dla radnych i spotkanie się z dnia na dzień, w ciągu tygodnia od złożenia wniosku. Współcześnie problem ten zresztą i tak nie istnieje, skoro wszystkie zaproszenia wraz z kompletem materiałów dostarczane są zainteresowanym drogą elektroniczną. Sesja nadzwyczajna ma jednak jeszcze jeden atut – do jej porządku obrad nie można wprowadzić żadnych poprawek, które nie zostałyby zaaprobowane przez wszystkich inicjatorów. W ten sposób więc realnie knebluje się opozycję i proceduje wyłącznie nad tematami ważnymi dla większości.
Oczywiście, oficjalnie uważają oni, że „nadzwyczajna” oznacza tylko, że „bardzo ważna”. – Chodzi o kwestie ważne dla społeczności lokalnych, które nie są przez rząd konsultowane, jak choćby reforma oświaty – podkreśla radna PO Bożena Lisowska, która podpisała się pod wnioskiem o sesję. Radni PiS nie mają z kolei wątpliwości, że to tylko „propagandowy cyrk” i nie mają zamiaru brać w nim udziału. – Jak wynika z nader skromnego porządku obrad, jedynym przedmiotem tego spotkania ma stać się wyłącznie atak na Prawo i Sprawiedliwość, realizujące swój program reformowania Polski. Nie zaplanowano debaty o stopniu i efektach wykorzystania środków z UE, o młodzieży opuszczającej nasz region, o stanie dróg wojewódzkich, o regionalnej służbie zdrowia czy kondycji naszych instytucji kultury – szydzi w odpowiedzi Marek Wojciechowski z PiS.
Absencja będzie radnych PiS kosztować potrącenie diet. Dyskusja zaś, wobec ich nieobecności, szykuje się bardziej niż jednostronna…TAK