Siłownia ich scaliła

Państwo Lucyna i Roman Frycowie regularnie korzystają z siłowni, podobnie jak ich sąsiedzi

Mieszkańcy bloku należącego do spółdzielni „Spółdzielca” przy ulicy Glinianej 32 w Lublinie od dziesięciu lat spotykają się we własnej siłowni – nie tylko, żeby ćwiczyć. Pomieszczenie starej hydroforni w wyjątkowy sposób scaliło lokalną społeczność.


Rzadko się zdarza, żeby mieszkańcy bloku byli tak zgrani, jak społeczność Glinianej 32. Sąsiedzi nie tylko znają się i lubią, ale też wzajemnie sobie pomagają i podejmują wspólne inicjatywy, jak np. posadzenie żywopłotu na terenie przed blokiem. – Odświeżyliśmy czyny społeczne. Ludzie się zatrzymywali na chodniku i pytali, co my robimy, a my chcieliśmy po prostu, żeby w naszym otoczeniu było ładniej – śmieje się pani, jedna z mieszkanek bloku.

To nie jedyne działanie podjęte na rzecz całej wspólnoty, a wszystko zaczęło się od wspominanych pomieszczeń blokowej hydroforni, przerobionych na siłownię, która do dziś służy aktywnym mieszkańcom. Dokonał tego pan Roman Fryc. – To nasz dobry duch całego budynku. To on spowodował, że wszyscy się tu znamy – mówi pani Ewa, kolejna mieszkanka. Pan Roman, który przez 48 lat pracował jako hydraulik zainteresował się pomieszczeniem, w którym mieściła się blokowa hydrofornia.

Miejsce do ćwiczeń i na… sylwestra

Za zgodą administracji po pracy rozpoczął rozmontowywanie niepotrzebnej już instalacji i przerabianiem pomieszczenia na miejsce spotkań i rekreacji. Od dziesięciu lat piwniczne pomieszczenie służy jako blokowa siłownia. – Sąsiedzi zaczęli przynosić z domów i kupować sprzęt sportowy. Mamy m.in. rowerek biegowy, atlas do ćwiczeń, drabinkę, chodzik czy worek treningowy – wylicza pan Roman. Całość jest pięknie odremontowana, łącznie z korytarzem piwnicy, który pan Roman wyłożył odzyskanymi po remoncie tarasu płytkami kaflowymi. W środku odbywają się nie tylko zajęcia sportowe, ale i spotkania towarzyskie.

– Tu mamy sylwestra, świętujemy imieniny i urodziny. Miejsca jest dość, wystarczy wynieść sprzęt sportowy – przekonuje pani Lucyna Fryc.

– Byliśmy dla siebie anonimowi. Grzeczni, owszem, bo na „dzień dobry” zawsze się odpowiadało, ale tak naprawdę nikt się z nikim dobrze tu nie znał. A dzięki tej siłowni i tym spotkaniom jesteśmy naprawdę zżyci – podkreślają mieszkańcy Glinianej 32. – To wszystko zaczęło się od pana Romana. – przekonują. Mężczyzna nie tylko wyremontował piwniczne pomieszczenie, ale pomaga swoim sąsiadom w drobnych naprawach i zadbał, by na wszystkich trzech klatkach schodowych pojawiły się dodatkowe, solidne drewniane poręcze. W dodatku jest poetą i okolicznościowe sąsiedzkie spotkania ubarwia swoimi wierszami i humoreskami.

– W blokach jest wiele takich pomieszczeń po suszarniach czy pralniach, z których mieszkańcy nie korzystają. Chcieliśmy pokazać, jak to u nas funkcjonuje i że można wspólnymi siłami zyskać miejsce do spotkań – podkreśla pani Lucyna Fryc.

Emilia Kalwińska