Śmierć w drodze do parku rozrywki

Mazda prowadzona przez męża pani Aleksandry wypadła z autostrady A4 i dachowała. Niestety, 37-latka zginęła na miejscu

Miała 37 lat, męża i dwójkę dzieci. Chciała spędzić piękne chwile z najbliższymi w jednym z największych parków rozrywki w Polsce. Niestety, nie dojechała na miejsce, zginęła w wypadku samochodowym pod Krakowem. Podkrasnostawska wieś Krynica pogrążyła się w żałobie po tragicznej śmierci Aleksandry.

Krynica, mała wieś między Krasnymstawem a Rejowcem, pogrążyła się w żałobie

– Nie przypominam sobie, by nasza społeczność przeżyła podobną tragedię. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale pani Aleksandra była właśnie taką osobą. Ciepłą, życzliwą, uczynną – mówi Jerzy Pastuszak, sołtys Krynicy, wsi położonej w gminie Krasnystaw na trasie Krasnystaw – Rejowiec. To niezwykle malownicza i spokojna okolica, otoczona pagórkami, z których roztaczają się niecodzienne widoki. W sobotę, 12 sierpnia, czas tu się jednak zatrzymał. Do Krynicy dotarła straszna informacja. W wypadku, do którego doszło w miejscowości Grojec w powiecie chrzanowskim (na trasie Kraków – Katowice), zginęła 37-letnia Aleksandra W., pracownica tutejszego Wiejskiego Domu Kultury.
– Około godziny 14.00 na autostradzie A4 w Grojcu, kierujący Mazdą 34-letni mężczyzna, jadący prawym pasem w kierunku Katowic, nagle i z niewyjaśnionych na razie przyczyn, stracił panowanie nad pojazdem – mówi „Nowemu Tygodniowi” st. asp. Dariusz Łach z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. – W efekcie auto zjechało do rowu i dachowało. Niestety, w wypadku zginęła na miejscu 37-letnia pasażerka, mieszkanka powiatu krasnostawskiego – dodaje. Mąż pani Aleksandry trafił do szpitala w Chrzanowie, a jadące z rodzicami dwoje dzieci do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. – Na szczęście po dokładnym przebadaniu całej trójki okazało się, że ani ojcu, ani jego dzieciom nic poważnego się nie stało. Kierowca Mazdy był trzeźwy. Prowadzone jest śledztwo mające wyjaśnić okoliczności tego tragicznego zdarzenia – informuje st. aps. Łach.

Aleksandra W. pracowała w Wiejskim Domu Kultury w Krynicy

Pogrzeb Aleksandry W. odbył się w Rejowcu Osadzie w czwartek, 17 sierpnia. 37-latkę żegnały tłumy, w tym przedstawiciele władz gminy Krasnystaw. Z tego, co udało się nam nieoficjalnie dowiedzieć, rodzina W. jechała ze swoją 13-letnią córką (na co dzień utalentowaną pływaczką klubu Wodnik Krasnystaw) oraz 2-letnim synkiem do Rodzinnego Parku Rozrywki Energylandia, znajdującego się w miejscowości Zator. To ok. 15 km od Grojca, w którym zginęła mieszkanka Krynicy.
– Wszyscy jesteśmy w szoku, tak trudno uwierzyć w to, że pani Oli już nie ma – mówi nam sołtys Pastuszak. – To nieoceniona strata. Pani Aleksandra była niezwykle pracowitą osobą. Jako pracownica naszego Domu Kultury organizowała wiele ciekawych zdarzeń i imprez. Zawsze można było liczyć na jej pomoc i uśmiech. Była bardzo lubiana przez wszystkich, a już dzieci to ją uwielbiały. Kiedyś pracowała też w szkole w Rejowcu, uczyła chyba geografii, ale ostatnio robiła też dyplom z matematyki – dowiadujemy się.
Zatrzymujemy się obok przystanku w Krynicy dzień po pogrzebie 37-latki. Zagadujemy mężczyznę w sile wieku. – Niestety, życie jest kompletnie nieprzewidywalne, a momentami okrutne – mówi. – Nie rozumiem tylko, dlaczego musiało być aż tak okrutne dla dwójki tych cudownych dzieci, które teraz zostały bez mamy. Tego nie pojmę nigdy – dodaje. Przy drodze spotykamy też starszą, miłą panią. – To jest potworna tragedia, modlę się za męża pani Oli i ich dzieci. Oni sprowadzili się do Krynicy całkiem niedawno, wyremontowali dom, wcześniej przez jakiś czas mieszkali we Włoszech. Mieli tu, pod Krasnymstawem obok lasu, ułożyć sobie życie, a wszystko tak tragicznie, bezsensownie się skończyło. Trzeba się cieszyć z każdej chwili i kochać swoich bliskich, bo nigdy nie wiadomo, co nas może spotkać – podsumowuje kobieta. (kg, fot. OSP Grojec)