Śmierć pozostanie tajemnicą

Wygląda na to, że nie dowiemy się, co było przyczyną śmierci 4,5-miesięcznego chłopca. Badania i opinie powołanych biegłych nie potwierdziły żadnej hipotezy. Nie ma dowodów na to, że pijany ojciec zabił małego Nikodema. Śledczy rozkładają ręce i skłaniają się ku umorzeniu sprawy.

Sprawa zaskakuje i bulwersuje. W niedzielę (8 maja) 4,5-miesięcznym chłopcem miał zajmować się jego ojciec Karol Sz. (matka niemowlaka, Agnieszka S., od soboty „balowała”). Kiedy w odwiedziny do mieszkania przy ul. Rejowieckiej przyszła matka Sz., mężczyzna zostawił dziecko z babcią i wyszedł po zakupy. Po drodze miał wypić z kolegami kilka piw i wrócić. Babcia poszła, a „podchmielony” ojciec nakarmił synka i położył go do łóżeczka. Niemowlak zasnął, więc Sz. postanowił się zdrzemnąć na wersalce obok. Około godz. 17 wróciła jego matka. Zobaczyła śpiącego syna i podeszła do wnuczka. Dziecko nie dawało żadnych oznak życia – nie oddychało i było przerażająco sine. Przestraszona kobieta wezwała służby ratunkowe. Niestety, na pomoc było już za późno. Do mieszkania przyjechali policjanci i prokurator. Zjawiła się też pijana w sztok Agnieszka S. razem ze swoją (również pijaną) matką. Kobiety krzyczały wniebogłosy i oskarżały Sz. o morderstwo. Oboje rodzice zostali zatrzymani, przesłuchani i wypuszczeni.

Upadło czy wypadło z rąk pijanemu ojcu?

Minęło ponad 5 miesięcy, a sprawa śmierci dziecka wciąż pozostaje owiana tajemnicą. I wygląda na to, że tak już pozostanie. Bo choć formalnie prokuratura nie umorzyła jeszcze śledztwa w sprawie śmierci Nikodema, jest to jedynie kwestia czasu.
Jak mówi Andrzej Lebiedowicz, zastęcpca prokuratora rejonowego w Chełmie, na ciele niemowlaka nie było żadnych obrażeń zewnętrznych. Rodzina i sąsiedzi zaprzeczali, jakoby chłopiec doświadczył kiedykolwiek przemocy domowej. Nic na ten temat nie wiedzieli też pracownicy socjalni, którzy opiekowali się rodziną. Wyniki sekcji zwłok wykazały jedynie obecność dwóch krwiaków (podtwardówkowego i podpajęczynówkowego). Przyczyną powstania mogło być uderzenie twardym narzędziem – założono, że dziecko przed śmiercią upadło i z dużą siłą uderzyło głową o dywan na podłodze lub materac w łóżeczku. Prokurator zwrócił się o uzupełniającą opinię biegłych, aby określić prawdopodobny czas zdarzenia. Udało się jedynie ustalić, że do upadku musiało dojść na kilka godzin przed śmiercią (ale równocześnie mogą to być przykładowo 2, jak i np. 8 czy 10 godzin). Od niedzielnego poranka w mieszkaniu przebywały trzy osoby, w tym ojciec i babcia chłopca. Dziecko mogło samo wypaść z łóżeczka albo mógł je przez przypadek wypuścić z rąk pijany ojciec. To jedynie domysły śledczych, bo nie ma żadnych dowodów. Każda z osób, przebywających wtedy w domu, zaprzeczyła, jakoby dziecko w ogóle miało upaść lub się uderzyć. Skąd zatem krwiaki i dlaczego nagle zmarł niemowlak? Na te pytania nie uda się odpowiedzieć, akta trafią wkrótce do archiwum. (pc)