Śpią na materacach

W chełmskim „Monarze” i Towarzystwie Pomocy im. św. Brata Alberta dołożyli materace dla bezdomnych, bo łóżek już brakuje. – Co będzie dalej, skoro zima jeszcze na dobre się nie rozpoczęła? – zastanawiają się pracownicy ośrodków, apelując do chełmian o czujność, gdy na jest dworze mróz. – Trzeba być człowiekiem, nie można pozwolić, aby ktoś zamarzł…

Chełmski „Monar” dysponuje 60 miejscami, a konkretnie łóżkami dla podopiecznych. Już wcześniej wszystkie były zajęte. W ubiegłym tygodniu, gdy mróz bardziej dał się we znaki, trzeba było zapewnić dodatkowe miejsca osobom potrzebującym schronienia. Dostawiono trzy materace i to na nich urządzono posłania dla bezdomnych.
– Nie możemy pozwolić, aby ktoś zamarzł – mówi Michał Gajewski, kierownik chełmskiego „Monaru”. – Takiego obłożenia nie było, odkąd tu pracuję, czyli od trzech lat. Nie wiemy, co będzie dalej, a przecież zima jeszcze nie rozpoczęła się na dobre. W ciągu tygodnia przybyło nam trzech podopiecznych. Szacuję, że jest ich o piętnaście – dwadzieścia procent więcej niż w ubiegłym roku. Przeważnie są to osoby starsze, które nie radzą sobie same w okresie zimowym. Nie są w stanie same zapewnić sobie bezpiecznych warunków, przynieść opału, rozpalić w piecu. Większość podopiecznych kieruje do nas opieka społeczna. W takich sytuacjach przeważnie są u nas zakwaterowane już wcześniej, zanim nastaną mrozy. To dobrze. Są też osoby z interwencji policji czy straży miejskiej. Nasi podopieczni trafiają do nas z różnych powodów. To bardzo trudne sytuacje życiowe.
Ostatnio w chełmskim „Monarze” warunki mieszkaniowe bardzo się polepszyły. W ubiegłym roku zakończył się remont budynku mieszkalnego. Na bieżąco wyposażane są jeszcze pomieszczenia magazynu i kuchni. Kierownictwo ośrodka współpracuje ze sponsorami, pozyskuje różnego rodzaju dotacje. Opału i żywności wystarcza, ale sponsorów nigdy za dużo.
Miejsc brakuje także w Towarzystwie Pomocy im. św. Brata Alberta w Chełmie. Ale i tu dostawiane są materace i nie odmawia się nikomu pomocy, pod warunkiem, że potrzebujący jest trzeźwy.
– Mamy pięćdziesiąt jeden miejsc, ale już od listopada podopiecznych jest ponad stan, obecnie przebywa u nas sześćdziesięciu mężczyzn – mówi Agnieszka Panasiuk, kierownik Towarzystwie Pomocy im. św. Brata Alberta w Chełmie. – Dostawiliśmy materace. Mamy oczy szeroko otwarte i gdy widzimy osobę, o której wiemy, że może wymagać pomocy, nie pozostawiamy jej. W ostatnich dniach mamy też wiele telefonów od pracowników opieki społecznej z prośbą o przyjęcie kolejnych osób potrzebujących schronienia. Nie odmawiamy, pod warunkiem, że chodzi o osobę trzeźwą. Na przestrzeni kilkunastu lat jest podobnie, jeśli chodzi o liczbę mężczyzn, którzy trafiają do nas zimą. Latem jest około trzydziestu osób, a zimą dwa razy tyle. Nasi podopieczni to w wielu przypadkach stali bywalcy, znamy się od lat.
Ostatnio panowie z Towarzystwa Pomocy św. Brata Alberta zorganizowali zbiórkę i zaangażowali się w organizację imprezy choinkowej dla dzieci z Chełma. Paczki kompletowane także w ramach zbiórek w niektórych chełmskich marketach, trafią do stu dzieci.
– Choinkę zaplanowaliśmy na 28 stycznia, jeśli ktoś jeszcze będzie mógł nas wesprzeć będziemy wdzięczni – mówi kierownik Panasiuk.
W sytuacji, gdy ośrodki wspierające bezdomnych są przepełnione, osoby potrzebujące schronienia trafiają też do Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie, czyli dawnej izby wytrzeźwień. W ubiegłym tygodniu mundurowi zawieźli tam bezdomnego.
– Jesteśmy gotowi na tego typu przypadki, zwłaszcza, że pozostałe instytucje przyjmują osoby, które nie mogą być pod wpływem alkoholu – mówi Krzysztof Gocał, dyrektor Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie. – W okresie zimowym, gdy temperatury są niskie, musimy być czujni i musimy patrzeć przede wszystkim na człowieka, a nie jego życiowe zakręty. Dysponujemy trzynastoma miejscami, a w ostatniej dekadzie nie zdarzyło się, że przebywało u nas więcej niż jedenaście osób jednocześnie. Ostatnio zakończyliśmy remont sal i warunki nie przypominają już tych sprzed kilkudziesięciu lat.
Wkrótce do „wytrzeźwiałki” będą też trafiały kobiety. Do tego potrzebny jest jednak żeński personel, a ten jeszcze nie został zrekrutowany.
Pracownicy chełmskich ośrodków zajmujący się pomocą bezdomnym nie mają łatwej pracy. Ale mówią, że odkąd zajmują się tym na co dzień, ich wyobrażenie o bezdomnych bardzo się zmieniło. Informują, że w wielu przypadkach powodem bezdomności jest alkohol, ale nie tylko. Często zdarza się, że trafiają tu osoby starsze, które przestały być potrzebne rodzinie. Stały się dla niej ciężarem, bo na przykład zachorowały, zniedołężniały, przestały być użyteczne. Zdarza się, że takie osoby same zgłaszają się po schronienie, bo mają trudne warunki mieszkaniowe lub zbyt niskie dochody uniemożliwiają im utrzymanie. Często chodzi o osoby zaniedbane, załamane swoją sytuacją. W schroniskach zdarzają się też ludzie wykształceni, dawniej dobrze sytuowani, np. przedsiębiorcy. Kiedyś kierowali firmami, ale potem przyszły kłopoty finansowe, rodzinne, popadli w nałóg. Niektórzy stracili dorobek w pożarze, innym rodzina sprzedała mieszkania i nie oddała pieniędzy. Pracownicy ośrodków, które wspomagają takie osoby, organizują zajęcia aktywizujące. Chcą, aby ich podopieczni poukładali sobie życie i podjęli trud wyjścia z bezdomności. Ale nie zawsze się to udaje. (mo)