Społecznik przez całe życie

Niezwykły prezent na 90. urodziny zgotowała Franciszkowi Golikowi Krajowa Rada Spółdzielcza, nagradzając chełmskiego społecznika Złotym Laurem Spółdzielczości, najwyższym wyróżnieniem spółdzielczym przyznawanym za działalność społeczno-kulturalną spółdzielni. Nagrodę wręczył, podczas uroczystego posiedzenia Rady Nadzorczej Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, dr Jerzy Jankowski – przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego Krajowej Rady Spółdzielczej i jednocześnie prezes Zarządu Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP.

Wołyniak, społecznik, człowiek cieszący się wielkim szacunkiem i autorytetem. Franciszek Golik, rocznik 1926. Urodził się w Teresówce, gmina Siedliszcze, parafia Buczyń, powiat Kowel, dawne województwo wołyńskie. Czasy po odzyskaniu niepodległości były niespokojne, więc przy drzwiach wieczorem ojciec Franciszka zawsze stawiał karabin, który dostał na posterunku policji. – Sąsiad, choć mieszkał przy stacji, czujny nie był. Przyszli bandyci w nocy, karabin zabrali, jego pobili. Ledwo przeżył – wspomina Franciszek Golik. Nie było łatwo, siedmioosobowa rodzina ledwo wiązała koniec z końcem.W efekcie, Golikowie w 1934 roku przenieśli się na drugą stronę Bugu – do wsi Wygoda koło Wierzbicy. Pięć lat później wybuchła wojna.

Bieda i wyzwolenie

Wieś grabiona była niemiłosiernie, co jakiś czas wpadali hitlerowcy z długimi drutami i wbijali je w siano w stodole. – Tak znaleźli mój rower, który miałem po bracie, który poszedł do wojska w 1939 roku – mówi Golik. – Ale, jak się potem okazało, wiedzieli gdzie szukać, pomógł im trochę mój kolega ze szkoły …
Każdy musiał sobie radzić. Z wsi jeździło się na handel do Chełma, bo tam przyjeżdżali handlarze z Warszawy. Ojciec Franciszka chował rąbankę pod podłogą wozu i jeździł na ul. Kowalską w Chełmie, gdzie zostawiał towar umówionej kobiecie, a ta sprzedawała szmugiel warszawiakom. W 1943 roku do rodziny dołączył Michał Golik, który uciekł z Wołynia ostatnim pociągiem ewakuacyjnym. – Do brata przyszedł sąsiad Ukrainiec i powiedział, żeby uciekał, bo jutro ich wszystkich pozabijają. I Michał spakował w nocy cały dobytek i pojechał na kolej. To był ostatni pociąg za Bug, potem nikt już się stamtąd nie wydostał – wspomina pan Franciszek.

Mieszkać i żyć

– W Chełmie zaraz po wojnie było bardzo biednie, ale ludzi ciągnęło do miasta, bo zawsze lepiej tu się żyło. Nie było gdzie mieszkać. Na Dyrekcji ulokowali się kolejarze, ale większość domów była jeszcze w stanie surowym. Miał szczęście ten, kto wynajmował strych albo pakamerę w oficynie – opowiada Golik. – Dlatego w Radzie Narodowej, w której młodzieżówce działałem, zapadła decyzja o budowie mieszkań dla młodych.
– Najpierw powstała „Adamówka“ wzdłuż ulicy Słowackiego, bloki były trochę podobne do kolejowych. Nazwa się wzięła od imienia ówczesnego przewodniczącgo Rady Narodowej. Ale to było ciągle za mało – mówi Golik.

Pierwszy był „Trójkąt“

Chełmska Spółdzielnia Mieszkaniowa powstała w 1957 roku. Plany budowlane spółdzielni były od początku bardzo ambitne: w 1958 roku miały powstać pierwsze dwa bloki o 108 mieszkaniach, zaś już w rok później 3 bloki o 162 mieszkaniach. – Pierwszym prezesem został Władysław Szajwaj, który stanął na czele 12-osobowej Rady Nadzorczej wyłonionej spośród grona 82 członków-założycieli – wspomina Franciszek Golik. – Gdy wszystko było gotowe, ruszyły prace na pierwszym osiedlu. „Trójkąt“, jak go wszyscy nazywali, powstał na pustej parceli przy Gmachu. Trzy bloki – a każdy „był z innej parafii“ – w magistracie opisano je na różnych ulicach (Stephensona 11 – do dziś, pl. PKWN 2 – dziś Niepodległości 2 i Odrodzonego Wojska Polskiego 11 – dziś Szwoleżerów 11). Oddano je do użytku w grudniu 1961 roku.

Na etatach prezes i księgowa

– Pracowało się społecznie, namawiając ludzi do zapisywania się do spółdzielni. Ludzie się garnęli, bo warunki były bardzo dobre – wystarczyło 5% wkładu własnego, 10% dokładał zakład pracy z tzw. Funduszu Mieszkaniowego, a na resztę trzeba było wziąć kredyt. – opowiada Golik. – Ruch największy był, gdy ruszyły zapisy na Słowackiego. I od razu był problem – każdy chciał mieszkać na pierwszym piętrze i najlepiej pośrodku. Amatorów na II piętro było znacznie mniej, zaś na parter ludzie zgadzali się w ostateczności. Było sporo tłumaczenia, nawet próbowaliśmy różnicować popyt. Mieszkańcy pierwszych, najatrakcyjniejszych pięter, płacili czynsz o 10% większy od innych, ale i tak chętnych nie brakowało.
Tylko prezes i księgowa mieli w Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej etaty, pozostali pracowali społecznie.

Rosły osiedla, rosła spółdzielnia

– Zaczynaliśmy od niepełnej setki członków, ale głód mieszkań był bardzo duży. Zapisywaliśmy nowych – wspomina Golik – A ci, którzy już mieszkali, organizowali się. Na koniec i ja wprowadziłem się na Słowackiego. Osiedle się budowało i meblowało. Sami sialiśmy trawę i sadziliśmy drzewa. Drzewek nie brakowało. Sadziły je całe rodziny. Powstał plac zabaw, dobudowano pawilon na klub Chaesemus. Inwestycje zamknęło wybudowanie przedszkola i pawilonów handlowych od strony ul. Starościńskej. – Bardzo o to wszystko zabiegaliśmy – wspomina Franciszek Golik.

To wszystko przecież dla ludzi

Wołyń, okupacja, wojsko, Służba Polsce, Spółdzielnia i kilkanaście innych przedsięwzięć – wszyscy znają pogodny uśmiech Franciszka Golika i jego wiarę w działalność społeczną. Bo właśnie on, jak nikt inny, zawsze potrafi zrozumieć ludzkie potrzeby. Ta niezwykła umiejętność „dogadania się“ z każdym sprawia, że działalność Golika w ChSM czy klubach kombatanckich jest taka skuteczna. Bo pan Franciszek zawsze znajdzie czas, żeby przystanąć i porozmawiać. Dziewięćdziesięcioletni społecznik nadal chętnie działa na rzecz swojej Spółdzielni.
– Pan Franciszek to postać wyjątkowa. Zawsze zaangażowany i obecny, człowiek na którego zawsze my, spółdzielcy już w drugim pokoleniu, możemy liczyć – podkreśla prezes ChSM Ewa Jaszczuk.- Ma niespożyte siły i zawsze służy wiedzą i dobrą radą. Wieloletnia wpółpraca z Franciszkiem Golikiem to zaszczyt, ale i zobowiązanie do jeszcze lepszej pracy dla mieszkańców. W imieniu Zarządu ChSM, pracowników Spółdzielni, ale i członków Rady Nadzorczej i Rad Osiedli jeszcze raz gratuluję panu Franciszkowi wyróżnienia i życzę zdrowia i wszelkiej pomyślności.
Wojciech Zakrzewski