Sprawmy, by ich święta były szczęśliwsze

Niecałe trzy miesiące temu 38-letni Jan pochował swoją żonę, Danutę. Kobieta zmarła nagle. Okazało się, że cierpiała na guza mózgu. Mężczyzna został sam z czwórką dzieci, a nie wiadomo, czy i on przeżyje najbliższe miesiące, lata, bo od roku choruje na nowotwór. Rodzinie nie jest lekko, a zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Każdy z nas może sprawić, by były choć trochę szczęśliwsze.
Jan mieszka z czwórką dzieci w wieku od 11 do 18 lat w Zakręciu pod Krasnymstawem. Kto nigdy u niego nie był, nie ma szansy, by tam trafił. I po nas pan Jan musiał wyjechać, bo nawet znając adres, pogubilibyśmy się w zakrętach i nie przyszłoby nam do głowy, że gruntowa, rozsypująca się droga, którą właśnie mijamy, jest tą właściwą, w którą trzeba skręcić. Trudny dojazd to jednak najmniejszy z problemów, z jakimi zmagać się musi mężczyzna i jego pociechy. Pierwszego października Jan pochował żonę, Danutę. Miała zaledwie 38 lat. – Wydawało się nam, że całe życie przed nami – opowiadał nam kilka tygodni temu mężczyzna. W Zakręciu wszyscy byli w szoku, gdy wyszło na jaw, że Danuta jest poważnie chora. Wiadomość spadła na małą miejscowość pod Krasnymstawem, jak grom z jasnego nieba. Jak to? – pytali ludzie. Przecież Janek sam od kilku miesięcy zmaga się z nowotworem, a teraz i jego Danusię dotknęła ta sama choroba? I to przed czterdziestką?
– Nieco ponad rok temu zacząłem się źle czuć, na nic nie miałem siły, w końcu poszedłem do lekarza – wspomina Jan. Po kilku wizytach i badaniach, 37-letni wówczas mężczyzna usłyszał wyrok. Nowotwór jądra. – Doszło do przerzutów na węzły chłonne. Miałem operację, potem drugą, później brałem chemię, ale po niej jeszcze gorzej się czułem. Cały czas jeżdżę na badania do Lublina, sporo wydaję na te dojazdy, na leki – mówi mieszkaniec Zakręcia. W walce z chorobą Jana wspierała żona Danuta. Pobrali się 19 lat temu, rok później urodził się ich pierwszy syn. W sumie doczekali się czwórki dzieci, najmłodsze ma dziś 11 lat. Teraz zostały one same z poważnie chorym tatą.

– Zbliża się Boże Narodzenie. To okazja, by pomóc tej biednej rodzinie – mówi nam znajoma rodziny Urbańskich. – Aż trudno mi sobie wyobrazić, co czuje Jan, co czują jego dzieci. To będzie ich pierwsza Wigilia bez Danuty. Każdy z nas może choć trochę pomóc im w tych ciężkich chwilach. Wystarczy drobny gest, jakiś podarek, a na pewno będzie im nieco lżej – dodaje kobieta, prosząca o zachowanie anonimowości.
Wraz z naszą rozmówczynią apelujemy do ludzi dobrego serca, by pomogli rodzinie z Zakręcia ciężko doświadczonej przez los. Pan Jan i jego dzieci na pewno potrzebują materialnego wsparcia przed Bożym Narodzeniem. Przydać się może wszystko – od słodyczy, zabawek, poprzez żywność długoterminową, po środki czystości. Każdy, kto chce pomóc panu Janowi, może dzwonić bezpośrednio do niego pod numer 661 394 611 lub do naszej redakcji – 82 565 44 44. (kg)