Średnia kolędowa

Sezon kolędowy w pełni i co roku wraca to samo pytanie – ile wypada dać księdzu po kolędzie?

Odwiedziny duszpasterskie trwają w najlepsze. To okazja do wspólnej modlitwy, ale także rozmowy z księdzem. Wierni przed kolędą przygotowują swoje mieszkania. Sprzątają, a w pomieszczeniach, gdzie przyjmą kapłana, rozkładają białe obrusy na stołach i ustawiają krzyże, świece, naczynia ze święconą wodą oraz kropidło. Zaglądają też do portfela i zastanawiają się, ile z niego wyjąć przed wizytą księdza.
W ubiegłym tygodniu rozgorzała na ten temat dyskusja na jednym z lokalnych portali społecznościowych. Wśród komentujących nie brakowało osób, które nie przekazują ofiary za wizytę duszpasterską. Ale nie brakowało też takich, którzy deklarowali konretne sumy: od 10 do nawet 150 zł.
– To, ile ktoś da i czy w ogóle coś da, jest indywidualną kwestią. Nawet jeżeli nie da się nic, to błogosławieństwo nadal pozostaje ważne – zaznaczyła jedna z uczestniczek dyskusji.
Trzy lata temu dane na temat zawartości kopert po kolędzie zbierali dziennikarze „Faktu”. Według nich najbardziej szczodrzy są mieszańcy wsi i małych miejscowości oraz biedniejszych regionów. Wyliczyli też, że w województwie lubelskim przyjmujący księdza ofiarują mu średnio 70 zł.
Co się dzieje z pieniędzmi zebranymi od wiernych? Według raportu Katolickiej Agencji Informacyjnej kolęda jest sporym zastrzykiem finansowym, swoistą „trzynastką”. Przynosi pojedynczemu księdzu od tysiąca do kilku tysięcy zł. Ale jej sposób dzielenia jest różny w poszczególnych parafiach.
– Bywa, że połowa całej kwoty ofiarowanej przy okazji wizyty duszpasterskiej przeznaczana jest na cele parafialne i diecezjalne, a połowa równo dzielona pośród księży. Niekiedy jednak, po odliczeniu składek, księżom przypada zaledwie 20 proc. zebranej kwoty – czytamy w raporcie. (g)