Stop wyjazdom za kasą

Jeden z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów na reformę kształcenia lekarzy i zarazem zmuszenie ich do pozostania w kraju powraca.
Projekt ministra szkolnictwa wyższego i wicepremiera Jarosława Gowina, by studia medyczne odbywały się niejako „na kredyt” i były następnie odpracowywane przez absolwentów, budzi sprzeciw studentów, niechęć lekarzy, opór na uczelniach i zażenowanie nawet w szeregach Polski Razem – Zjednoczonej Prawicy.

Fundujemy leczenie innym

Gowin argumentuje, że „studia medyczne są bardzo kosztowne, zaś młodzi lekarze masowo wyjeżdżają za granicę”. – Czy względnie niezamożne społeczeństwo Polski ma wydawać rokrocznie miliony, czy wręcz miliardy, na edukację lekarzy służących potem dużo przecież majętniejszym Francuzom, Niemcom czy Norwegom? Jeszcze na początku kadencji sejmu wystąpiłem z ideą wprowadzenia odpłatności za studia medyczne przy równoczesnym fundowaniu stuprocentowego stypendium, które następnie przez kilka lat po ukończeniu studiów byłoby odpracowywane i umarzane wraz ze stażem pracy w Polsce. Lekarz pracując, lecz i normalnie zarabiając, zwracałby je właśnie, pracując w kraju – tłumaczy detale swojego pomysłu wicepremier.

Szybciej uciekną?

Temat jest nieco odgrzewany i środowisko medyczne nie kryje zaskoczenia, że znienacka do niego powrócono (być może w związku z czysto politycznymi próbami odróżnienia się partii wicepremiera Gowina, Polski Razem – ZP od PiS). – Zapowiedzi wicepremiera Gowina mogą spowodować wiele negatywnych społecznie skutków, jak: wzrost emigracji lekarzy i obecnych studentów, którzy dotychczas wahali się, czy podjąć taką decyzję, zmniejszenie zainteresowania studiami medycznymi przez osoby mniej zamożne (chociaż nie mniej uzdolnione), jeszcze większy niedobór lekarzy w Polsce – krytykuje Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Sprawy nie chcą komentować najbardziej zainteresowani, czyli lekarze i uczelnie medyczne.
Komentarza do „czegoś, co nawet nie jest projektem”, odmówili zarówno rektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prof. dr hab. Andrzej Drop, jak i rzecznik prasowy Lubelskiej Izby Lekarskiej, dr Marek Stankiewicz. W krępującej sytuacji znalazł się też jedyny lubelski parlamentarzysta partii Gowina, senator Andrzej Stanisławek, zarazem lekarz i dydaktyk lubelskiej na uczelni lekarskiej. Choć więc jeszcze niedawno popierał swego szefa, teraz pan senator wybrał teraz bezpieczny unik. – Na razie ciężko mi się ustosunkować do pytań, ponieważ nie ma jeszcze ostatecznej propozycji ustawy. Jak tylko pojawi się ustawa, to odpowiem na pytania – sumituje się senator Stanisławek.

Łatwiej karać niż dać zarobić

Mniej wstrzemięźliwi w słowach są sami studenci. – Wszyscy wyjeżdżają i wszystkich studia kosztują, czemu tylko my mamy płacić?! – denerwują się studiujący na lubelskim UM. Faktem jednak jest, że wskazany przez wicepremiera problem realnie istnieje. Darmowe studia medyczne wcale nie są standardem w nowoczesnym świecie, koszty ponoszone na kształcenie medyków też nie są małe. Na lubelskiej uczelni wyniosły one w roku akademickim 2015/16 odpowiednio na kierunku lekarskim (absolwent – lekarz medycyny) – 40 tys. zł, a na kierunku lekarsko-dentystycznym (absolwent – lekarz dentysta) – 37 tys. zł. I, cytując wypowiedź z barejowskiego „Misia” – tyle kilogramów obywatela regularnie tracimy, bo za wyjątkowo dobrym poziomem polskich studiów w biednym społeczeństwie nie idą dobre w porównaniu ze światem zachodnim zarobki lekarzy, a także pielęgniarek. Fakt, są one wyższe niż wielu innych grup zawodowych, ale to dlatego, że w pozostałych branżach jest po prostu jeszcze gorzej. A o poprawie dochodów szerszych grup społeczeństwa jakoś politycy nie myślą. Wydawać zakazy i grozić karami finansowymi jest widać łatwiej… TAK