Świdnicki szpital daje radę

Dyrektor Jacek Kamiński, planuje w najbliższych trzech latach przeznaczyć na modernizację szpitala i zakupy nowego sprzęt ok. 9 mln złotych

Dyrektorzy największych polskich szpitali mają nie lada problem. Z nowym rokiem lekarze masowo wypowiadają klauzulę opt-out, tym samym nie zgadzając się na pracę powyżej 48 godzin w tygodniu. Są placówki, gdzie klauzuli nie podpisała większość lekarzy, co przełożyło się na problemy z obstawieniem wszystkich dyżurów. Jak jest w Świdniku?


– Trudności wynikających z wypowiedzenia klauzuli opt-out na szczęście nie mamy – wyjaśnia Jacek Kamiński, dyrektor SP ZOZ w Świdniku. – Zatrudniamy kilkudziesięciu lekarzy specjalistów i kilku rezydentów, a tylko dwie osoby nie podpisały klauzuli, nie przekłada się to więc na problemy kadrowe.
Ale, jak zaznacza dyrektor, nie znaczy to, że nie ma innych problemów. Podobnie jak w całym kraju w świdnickiej lecznicy brakuje kadry medycznej – lekarzy i pielęgniarek.
– Brakuje specjalistów, choćby pediatrów, chirurgów, anestezjologów, neonatologów. W tej chwili jeszcze mamy odpowiednie zabezpieczenie kadrowe, ale średnia wieku specjalisty w szpitalu to powyżej 55 roku życia. Sporo osób jest w wieku przedemerytalnym; rezydentów mamy zaledwie kilku. Część lekarzy wyjechała za granicę. To problem systemowy i pokoleniowy. Niestety nie da się go rozwiązać w rok czy dwa. Trzeba zmian w kształceniu młodych lekarzy i pielęgniarek; w systemie naboru na studnia, no i oczywiście stworzeniu właściwych warunków pracy i wynagradzania. I tu paradoks, nawet obecnie wdrażane i potrzebne podwyżki płac w niewielkim stopniu wpływają na istniejące problemy, bo istotą jest brak lekarzy i pielęgniarek, a ich nabór i kształcenie to proces wieloletni. Problemy ochrony zdrowia muszą stać się priorytetem i wreszcie muszą się także doczekać się radykalnego wzrostu nakładów finansowych, jeżeli chcemy mieć dostęp i jakość udzielanych świadczeń zdrowotnych na europejskim poziomie – uważa J. Kamiński.

W kolejce do lekarza

Nowy rok to także nowe kolejki do specjalistów. Do tych ze świdnickiego SPZOZ możemy się zapisać tradycyjnie, przy okienku lub przez telefon, ale także przez internet, korzystając z e-rejestracji. Wchodząc na tę stronę, możemy sprawdzić też, ile wynosi średni czas oczekiwania na wizytę w przyszpitalnej przychodni. I tak na dzień 11 stycznia br. czas oczekiwania na wizytę u diabetologa to ok. 5 dni, do hematologa 11 dni; do poradni kardiologicznej – 7 dni, ortopedycznej – 6 dni, ginekologicznej – 15 dni. Są jednak lekarze, którzy już u progu nowego roku są tak obłożeni pacjentami, że na wizytę trzeba czekać przeszło miesiąc albo już wcale nie mają wolnych terminów.
– Kolejki do specjalistów są zjawiskiem stałym – mówi dyrektor świdnickiego szpitala. – Są uregulowane rozporządzeniem Ministra Zdrowia i nawet to, że ktoś ma wizytę za rok, jest zgodnie z prawem. Oczywiście są pacjenci stabilni i niestabilni i ci mają prawo prosić o przyspieszenie wizyty. My patrzymy na to jeszcze inaczej. Jeżeli jest nagła potrzeba albo nagle pogorszenie stanu zdrowia, natychmiast kierujemy do szpitala, a wtedy ta „ścieżka” do specjalisty ulega skróceniu, chociaż oczywiście jest to błąd systemowy, którego na poziomie lokalnym nie da się wyeliminować. Potrzebne są poważne zmiany w funkcjonowaniu podstawowej opieki zdrowotnej i nowe zasady dostępności do specjalistów. No ale tutaj znowu są problemy braku specjalistów i bariera finansowa – brak wystarczających środków finansowych w NFZ. I w naszej ambulatoryjnej opiece specjalistycznej są tzw. „wąskie gardła”. Mam na myśli np. hematologa czy endokrynologa. Tych specjalistów jest tak mało, że tworzą się do nich kolejki. To absurd, że na wizytę trzeba czekać np. 9 miesięcy, ale tu potrzebna jest zmiana systemowa, aby rozwiązać ten problem. Natomiast dzisiaj pozostaje retoryczne pytanie: Co z tego, że np. endokrynolog dostanie podwyżkę, kiedy jest jeden na całą przychodnię. Czy przyjmie wtedy więcej pacjentów? Trzeba młodych ludzi, którzy zechcą podjąć studia medyczne i zrobić właśnie taką specjalizację. Trzeba zachęcać młodych medyków-rezydentów, a na to wszystko potrzeba pieniędzy, których obecnie nie ma.

Tyle samo, czyli mniej

Kontrakt z NFZ, jaki z początkiem nowego roku dostał SP ZOZ w Świdniku, jest taki sam, jak ten w czwartym kwartale roku 2017.
– Dostaliśmy tyle samo, czyli mniej – przyznaje J. Kamiński.– Gdzie wskaźnik inflacji? Gdzie zmiana VAT-u? Gdzie podwyżki dla personelu, choćby te wynikające z wzrostu najniższej krajowej i stawki godzinowej? Trzeba odgórnych odważnych decyzji: podwyższenia składki zdrowotnej, współpłacenia albo dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.
Szef świdnickiej lecznicy patrzy jednak w przyszłość z optymizmem. Wszystko wskazuje na to, że dzięki realizacji kilku projektów świdnicka placówka w przeciągu 3 najbliższych lat będzie mogła pozwolić sobie na modernizację. Pieniądze, jakie wyda na ten cel, to ok. 9 mln zł. W planach jest m.in. wymiana aparatury i sprzętu medycznego, wind i łóżek szpitalnych.
– Liczę na to, że uda się zrealizować te projekty, a nakłady na służbę zdrowia będą wzrastały. Zmienił się nam również minister zdrowia. Nowy minister to zawsze nowa nadzieja. Dotychczasowi szefowie resortu zdrowia przeważnie byli związani z POZ-ami. Nowy jest kardiologiem z Instytutu Kardiologii w Aninie; jest „szpitalnikiem” i może problemy szpitali będą mu bliższe – kończy dyrektor Kamiński. (w)