Symboliczny grób

35-tonowy głaz pod dłutem artysty Witolda Marcewicza zamienia się od trzech lat w monument mający upamiętnić 250 tysięcy ofiar pomordowanych z wyjątkowym okrucieństwem podczas czystek etnicznych, przeprowadzonych w latach 40-tych ubiegłego wieku przez nacjonalistów ukraińskich spod znaku Stepana Bandery. Z oprawą wojskową, przy udziale pocztów sztandarowych i przedstawicieli władz w podstawę pomnika wmurowano właśnie urnę z ziemią zebraną w 37 zmiecionych z powierzchni ziemi polskich wsi na Wołyniu.


Data uroczystości nie została wybrana przypadkowo. Na Ukrainie 14 października obchodzony jest uroczyście Dzień Wojska – rocznicę powołania Ukraińskiej Powstańczej Armii. – Na ulicach ukraińskich miast widzimy dziś czerwono-czarne flagi, pod takimi samymi mordowano naszych rodziców i dziadków. Wszędzie wiszą portrety Bandery, komendanta UPA Szuchewycza i innych zbrodniarzy, a prezydent Ukrainy mówi, że „Ukraina będzie budowana na dokonaniach UPA”. A przecież pojednanie można budować tylko na prawdzie! – mówił Zdzisław Koguciuk, inicjator budowy pomnika. W uroczystościach wzięli udział także cudownie ocaleni z rzezi wołyńskiej i ich potomkowie, przedstawiciele środowiska Kresowian nie tylko z Lublina i Lubelszczyzny.
Inicjatywa początkowo czysto obywatelska, znalazła wsparcie między innymi Instytutu Pamięci Narodowej. Jego pracownicy przyznają, że obecnie prace ekshumacyjne i poszukiwanie miejsc zbiorowych pochówków ofiar ludobójstwa zostało zablokowane przez administrację ukraińską. Tym ważniejsze są więc przynajmniej symboliczne miejsca pamięci, takie jak to lubelskie – zaznaczał dr Leon Popek z lubelskiego IPN.
Po uroczystości członkowie rodzin wołyńskich zapalili znicze ku pamięci swoich pomordowanych bliskich. TAK