System zawinił – dyrektora wyrzucili?

Ledwie w listopadzie został dyrektorem. Jeszcze w styczniu marszałkowie głośno chwalili się przygotowanym przez niego programem naprawczym dla Szpitala im. Wyszyńskiego a w ubiegłym tygodniu niespodziewanie pożegnał się z funkcją. Krzysztof Skubis może zatem pochwalić się jedną z najszybszych i najkrótszych karier w samorządowych jednostkach ochrony zdrowia, co tym bardziej charakterystyczne, że wśród jej menedżerów był jednym z nielicznych prawdziwych fachowców.


Bez wyjaśnienia

Odwołanie dyr. Skubisa w trakcie szalejącej (ponoć) pandemii od razu wywołało komentarze i podejrzenia, zgodnie dementowane i przez samego zainteresowanego i przez Urząd Marszałkowski. Czy szef największego szpitala samorządowego stracił posadę w związku z koronawirusem, w tym w związku z odnotowanymi zakażeniami wśród personelu i koniecznością wprowadzenia kwarantanny na kolejnych oddziałach placówki przy Kraśnickiej?

Trzyzdaniowy komunikat biura prasowego marszałka Jarosława Stawiarskiego nie potwierdza tego podejrzenia, ale i niczego w istocie nie wyjaśnia, informując jedynie, że „powodem odwołania jest niezgodność wizji dyrekcji i samorządu województwa w zakresie prowadzenia szpitala”. Sam odwołany menedżer podkreśla z kolei, że aż do dymisji nikt nie kwestionował jego pracy ani wdrażanych w placówce rozwiązań.

Zmienić myślenie o ochronie zdrowia

Dyr Skubis przyszedł na Kraśnicką z opinią znakomitego zarządcy i organizatora, zdobytą podczas pracy w SPSK nr 4. Argumentem za nowym kierownictwem miała być także zdolność dyrektora do negocjowania nawet trudnych decyzji przy udziale i z zaangażowaniem załogi. Niestety, jego problemem pozostały niezmienne wytyczne płynące z Urzędu Marszałkowskiego: bilansowanie placówki i dalsze cięcia kosztów. Wszystkie te założenia okazały swoją szkodliwość szczególnie w okresie pandemii.

Cała samorządowa polityka zdrowotna musi już dziś zmienić priorytety, to ich bowiem m.in. skutkiem są wprowadzane restrykcje czasu epidemii. Jak powtarza rząd, ograniczenia są konieczne, bo musimy chronić ochronę zdrowia przed nadmiernym obciążeniem.

Ale przecież obecna słabość, brak mocy przerobowych, niedostatek personelu w szpitalach, to skutek wielu lat „reform”, traktujących publiczną ochronę zdrowia jak jedno więcej przedsiębiorstwo, którego zadaniem jest nie przynosić strat, a nie leczyć ludzi. Bez zmiany tego sposobu myślenia, którego tragiczne następstwa przeżywamy na co dzień, wymiana pojedynczych kierowników jednostek będzie tylko żałosną próbą mieszania w już rozbitej szklance. TAK