Szaleństwo na skrzyżowaniu

Kto ma jechać, a kto stać i czekać? Wystarczy niewielka awaria na skrzyżowaniu, by kierowcy zgłupieli. Na widok niedziałających świateł, nie wiedzą, jak się zachować.

Gdy kilka dni temu przez jeden dzień nie działała sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniu ul. Lwowskiej i al. Armii Krajowej, chełmianie jeździli po omacku.
– Kierowcy podjeżdżali na środek skrzyżowania, czekali i obserwowali. Jeden machał ręką na drugiego. Zamiast jechać tak jak trzeba, najpierw napierali na siebie, a potem przepuszczali się wzajemnie, jak leciało – mówi zbulwersowany Czytelnik.
Na szczęście tym razem nie doszło do żadnej groźnej sytuacji na drodze. Wstyd jedynie, że w takich przypadkach na jaw wychodzą umiejętności i przyzwyczajenia chełmskich kierowców. Jeździmy na pamięć, polegamy w 100 proc. na światłach, a zapominamy o znakach i zasadach. Łatwo doprowadzić do stłuczki i w najlepszym wypadku zarobić kilka punktów karnych. A wtedy lament.
– Należy pamiętać, że sygnalizacja zawsze może ulec awarii, wtedy konieczne jest stosowanie się do przepisów kodeksu drogowego – przypomina Sławomir Niepogoda, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Chełmie. – Kierowcy, którzy chcą zbić liczbę punktów karnych, mogą dwa razy w roku zapisać się na szkolenie reedukacyjne. W ciągu miesiąca przeprowadzamy dwa takie kursy. Zainteresowanie jest duże, średnio do dwustu osób rocznie. Najczęściej są to kierowcy z punktami za wykroczenia i prędkość. Niektórzy zgłaszają się też, mając na koncie dwadzieścia trzy punkty – są praktycznie na progu i proszą o natychmiastowe przyjęcie na szkolenie – tłumaczy Niepogoda. (pc)