Szklanka na chodnikach

Połamane ręce i nogi, skręcone kostki, urazy stawów, potłuczenia oraz siniaki – to bilans czwartkowego poranka w Chełmie. Większość chodników w mieście pokrywała gołoledź i przejście po nich bez wywrotki graniczyło z cudem. – Służby odpowiedzialne za zimowe utrzymanie dróg najwyraźniej znów zaspały – skarżą się mieszkańcy Chełma. Wstyd!

W czwartek, 2 lutego, większość chodników w mieście przypominała lodowisko. Wszystko przez marznący deszcz, który spadł rano i zamienił je w śliską taflę. Pełne ręce roboty mieli taksówkarze. Na postojach trudno było znaleźć wolną taksówkę, a zamawiający ją przez telefon też musieli odczekać swoje. Do naszej redakcji zgłaszało się wielu Czytelników, którzy skarżyli się, że służby odpowiedzialne za utrzymanie chodników w zimie znów zaspały.
– Ulicą Lubelską, od jednostki wojskowej w stronę miasta, nie dało się przejść. Przed godziną 9 widziałam, jak osoby, które chwilę wcześniej wysiadły z pociągu na Chełm Miasto poprzewracały się na lodzie jedna za drugą. Mnie samej droga do pracy zajęła chyba z godzinę, bo po prostu nie dało się normalnie iść. Ja rozumiem, że rano mogło być ślisko, ale w południe po niektórych chodnikach nadal nie dało się bezpiecznie przejść – skarży się jedna z naszych Czytelniczek.
Krzysztof Tomasik, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich, przyznaje, że czwartkowy poranek był dla służb drogowych wyjątkowo pracowity.
– Do nas również dzwonili mieszkańcy. Sam też widziałem, co się dzieje. I o ile kierowcy nie mogli uskarżać się na gołoledź, piesi już tak. Najgorzej było na chodnikach z kostki brukowej, gdzie już wcześniej całkowicie usunięto śnieg. Po południu było już lepiej, a dziś rano już tego problemu nie było – powiedział nam w piątek K. Tomasik.
Na oblodzone chodniki skarżyli się również mieszkańcy Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej z osiedla XXX-lecia.
– Rano wszyscy maszerowali tu przez trawniki, bo chodnikami nie sposób było przejść. Wyszedłem z domu tylko po zakupy, a chyba kilkadziesiąt razy omal się nie przewróciłem – dodaje Czytelnik z I AWP.
– Naprawdę robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby pozbyć się tego lodu – zapewnia Ewa Jaszczuk, prezes ChSM. – Nie żałowaliśmy ani piasku, ani soli, a niektórzy pracownicy zostali nawet po godzinach. Sytuacja była o tyle trudna, że rano wciąż padał deszcz i trudno było zdążyć wszędzie na czas. Dziś wszystkie chodniki na osiedlach są zabezpieczone.
W czwartek dużo więcej interwencji niż zwykle odnotowała Stacja Ratownictwa Medycznego w Chełmie.
– Do godziny 15 w Chełmie wyjeżdżaliśmy 16 razy do złamań, skręceń i urazów spowodowanych upadkiem na śliskiej powierzchni – mówi Anetta Szepel, pielęgniarka koordynująca Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie.
Ale odśnieżanie i usuwanie lodu z chodników, to nie tylko rola miasta. Jeśli trotuar przylega bezpośrednio do budynku lub ogrodzenia działki, dbanie o to, aby nikt nie zrobił sobie na nim krzywdy należy do właściciela nieruchomości. Jeśli ten tego nie dopilnuje, musi liczyć się z karą.
Jak informuje Tadeusz Ordyniec, komendant Straży Miejskiej w Chełmie tylko w czwartek strażnicy wypisali kilkanaście mandatów za oblodzone chodniki. – Dotyczyły różnych rejonów miasta, bo lód był praktycznie wszędzie – mówi komendant SM. (kw)

A w niedzielę powtórka…
Czwartkowa lekcja najwyraźniej nie obudziła z letargu służb i osób odpowiedzialnych za chodniki. W niedzielę, już od rana, chełmianie mieli bezpłatne lodowisko. O ile większość jezdni została posypana solą, to chodniki przypominały jedną wielką ślizgawkę. To efekt marznącego deszczu. Przejście po deptaku, od placu Łuczkowskiego do dworca PKS, wymagało sporo wysiłku. Po godz. 15 zaczął padać śnieg i przykrył lód, czyniąc go jeszcze bardziej niebezpiecznym… (red)