Szpital, a nie więzienie dla potrójnego mordercy

Prokuratura Okręgowa w Zamościu skierowała do Sądu Okręgowego w Zamościu wniosek o umorzenie postępowania i zastosowanie środka zabezpieczającego wobec Krzysztofa C., który w lipcu 2017 r. w Piaskach Szlacheckich zamordował swoich rodziców i kuzyna. Mężczyzna jest niepoczytalny i w kwietniu trafi do szpitala psychiatrycznego.

Głośna sprawa dotycząca zdarzeń z ubiegłego roku dobiegła właśnie końca. Przypomnijmy. Szokującego odkrycia krasnostawska policja dokonała w Piaskach Szlacheckich (gmina Gorzków) w czwartek (13 lipca) wieczorem. Tego dnia z komendą w Krasnymstawie skontaktowała się 32-letnia mieszkanka miasta. Była zaniepokojona, bo od jakiegoś czasu nie mogła skontaktować się ze swoimi rodzicami, mieszkającymi w Piaskach Szlacheckich. Pod wskazany adres natychmiast wysłano patrol. Mundurowi nie mogli uwierzyć w to, co zastali na miejscu. W jednym z pokoi piętrowego domu znaleźli bowiem zwłoki trzech osób – dwóch mężczyzn i kobiety. – Ciała posypane były białym proszkiem, być może wapnem, i przykryte plandeką oraz styropianem – opowiadał nam wówczas Piotr Wasilewski, rzecznik krasnostawskiej policji. Szybko okazało się, że zabici to 57-letni Janusz C., jego 54-letnia żona Jolanta oraz ich kuzyn 84-letni Stanisław M. Wszyscy zginęli od ciosów w głowę zadanych twardym narzędziem, najprawdopodobniej siekierą. Szybko zatrzymano młodszego z synów małżeństwa C. – 27-latka. Starszy, 30-letni Krzysztof C., odnalazł się w Warszawie. 57-letni Janusz C. był synem zmarłego w 2015 r. krasnostawskiego poety i społecznika Edwarda Franciszka Cimka, Jolanta C. uczyła historii w SP w Tarnogórze w gminie Izbica. Już w sobotę, 15 lipca, dwa dni po odkryciu zwłok, zarzuty potrójnego zabójstwa usłyszał 30-letni Krzysztof C. Młodszy z synów, Przemysław C., został przesłuchany i zwolniony do domu, okazało się, że nic nie wiedział o zbrodni, mało tego, w toku śledztwa wyszło na jaw, że Krzysztof C. planował zabić i jego, ale akurat go w domu nie zastał. W poniedziałek, 17 lipca, odbyła się sekcja zwłok Jolanty i Janusza C. oraz Stanisława M. Jej wstępne wyniki potwierdziły, że cała trójka zmarła w wyniku ran głowy i twarzy, które powstały poprzez zadawanie ciosów twardym narzędziem. Najprawdopodobniej Krzysztof C. użył trzonka od siekiery, którym tłukł bliskich tak długo, aż przestali oddychać. Drobni rodzice i wiekowy już kuzyn nie mieli szans w starciu z dobrze zbudowanym i wysokim mężczyzną. Po dokonaniu tej straszliwej zbrodni 30-latek zabrał rodzicom drobną kwotę pieniędzy, za które kupił alkohol, a także 5 tys. zł zaoszczędzone przez 84-letniego Stanisława M., po czym pojechał do Warszawy. Policja odnalazła go w jednej z tamtejszych izb wytrzeźwień. 30-latek przyznał się do winy, złożył wyjaśnienia, ale prokuratura nie zdradza szczegółów jego przesłuchania. Krzysztof C. trafił do aresztu i przez kolejne kilkanaście miesięcy był badany psychiatrycznie. – Biegli stwierdzili u niego przewlekłe psychotyczne zaburzenia psychiczne o obrazie schizofrenii urojeniowej. W czasie popełnienia czynów Krzysztof C. był całkowicie niepoczytalny – mówi Bartosz Wójcik, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu. – Ponadto, biegli zaopiniowali, że podejrzany wymaga zastosowania środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia w szpitalu psychiatrycznym, bowiem istnieje realne i wysokie prawdopodobieństwo, iż dokona on, z przyczyn chorobowych, takich samych lub podobnych czynów do zarzucanych mu obecnie – dodaje. Do Prokuratury Okręgowej w Zamościu wpłynęły już też ostatnie opinie z zakresu badań biologicznych i genetycznych biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Prof. Jana Sehna w Krakowie. – Treść tych opinii nie zmienia ustaleń poczynionych w sprawie. Tym samym proces gromadzenia materiału dowodowego zakończył się – mówi Wójcik. Ostatecznie 19 marca 2018 r. Prokuratura zakończyła postępowanie, kierując do Sądu Okręgowego w Zamościu wniosek o umorzenie postępowania i zastosowanie wobec Krzysztofa C. środków zabezpieczających w postaci pobytu mordercy w szpitalu psychiatrycznym. – Nadmieniamy, że zgodnie z przepisami kodeksu karnego czasu stosowania takiego środka nie określa się z góry; sąd uchyla zastosowany środek dopiero wtedy, gdy dalsze jego stosowanie nie jest już konieczne – mówi prokurator Wójcik.
Krzysztof C. na razie przebywa w tymczasowym areszcie, orzeczonym wobec niego do 9 kwietnia 2018 r. (kg)