Szpital w sieci, ale…

Chełmski szpital znalazł się na opublikowanej przez NFZ liście szpitali, które należą do tzw. sieci. Tyle tylko, że został zakwalifikowany jako szpital drugiego stopnia, podczas gdy podobne lecznice w Białej Podlaskiej i Zamościu znalazły się na trzecim, najwyższym poziomie. Co to oznacza dla pacjentów?

W ubiegłym tygodniu lubelski oddział Narodowego Funduszu ogłosił wykaz placówek zakwalifikowanych do „systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej na terenie województwa”, czyli tych, które dostały się do tzw. sieci szpitali. Pozostaną w niej od 1 października 2017 r. do 30 czerwca 2021 r.
Wśród nich znalazła się chełmska lecznica. – To dobra wiadomość – przyznaje Mariusz Kowalczuk, dyrektor ds. administracyjnych. – Zakwalifikowanie szpitala do sieci oznacza, że będzie miał na kilka lat zagwarantowane finansowanie w ramach umowy z NFZ.
Finansowanie będzie miało nową formę – ryczałt. Będzie to kwota odpowiadająca tej, którą NFZ wypłacił placówce w 2015 r. z tytułu kontraktów i nadwykonań.

Dlaczego drugi stopień?

Lecznice, które znajdą się w sieci, zostały podzielone na kilka różnych poziomów tzw. systemu zabezpieczenia. Pierwszy stopień to głównie szpitale powiatowe, drugi – ponadpowiatowe, a trzeci – wojewódzkie. Kolejne poziomy to szpitale: pediatryczne, ogólnopolskie, onkologiczne i pulmonologiczne.
Mimo że chełmski szpital z nazwy jest „wojewódzki”, to nie załapał się do grupy szpitali trzeciego stopnia, co udało się m.in. lecznicom w Białej Podlaskiej i Zamościu. Trafił do grupy placówek drugiego stopnia. Wszystko dlatego, jak tłumaczy dyrektor Kowalczuk, że nie posiada wysokospecjalistycznych oddziałów.
– Nie ma u nas m.in. neurochirurgii, kardiochirurgii czy chirurgii naczyniowej. A to warunek konieczny, żeby zakwalifikować się na trzeci stopień – wyjaśnia dyrektor.
W przypadku chełmskiego szpitala drugi poziom nie oznacza jednak mniejszego finansowania. Problem w takiej sytuacji pojawiłby się, gdyby szpital posiadał pewne oddziały wysokospecjalistyczne, a nie znalazłby się w trzeciej grupie. Wtedy nie zostałyby one objęte ryczałtem i musiałyby osobno starać o kontrakt z NFZ.

Lekarze słono sobie liczą

Nie oznacza to jednak, że dyrekcja nie zabiega o otwarcie nowych oddziałów. Próby są podejmowane, ale na razie niewiele udało się zrobić. Kilka miesięcy temu gratulowaliśmy dyrektorowi, że załatwił pieniądze na otworzenie chirurgii naczyniowej. Niestety, do dzisiaj oddziału nie udało się otworzyć. Na przeszkodzie stoi skompletowanie zespołu. Brakuje lekarzy specjalistów. Do funkcjonowania oddziału i podpisania kontraktu potrzeba ich przynajmniej trzech. A ci stawiają swoje wymagania. Nie wszyscy, z którymi rozmawia dyrekcja, mają chęć na dyżurowanie. Podobno woleliby pracować do godziny 15 i to bez weekendów. Inni żądają stawek, przez które ekonomiczne funkcjonowanie oddziału stoi pod znakiem zapytania.
Podobnie jest w przypadku onkologii. – Niestety, nie mam onkologów w szpitalu, którzy mogliby zabezpieczyć proces podawania chemii. A to, ile dziś oczekują lekarze, pozostawiam bez komentarza – mówi dyrektor.

Co sieć oznacza dla pacjentów?

Sieć szpitali dla pacjentów to przede wszystkim koordynacja leczenia, a tym samym lepsza dostępność poradni przyszpitalnych. Nowe rozwiązania mają także wprowadzić kompleksową opiekę nad pacjentem. Do tej pory, po zakończeniu leczenia szpitalnego pacjent często pozostawiony był sam sobie. Szpital w sieci będzie zapewniał pacjentowi nie tylko leczenie szpitalne, ale i odpowiednią poradnię specjalistyczną i rehabilitację. Tak przynajmniej brzmią założenia. (mg)