Szybka kasa dla lotniska

Dyskusja nad zasadnością wsparcia Motoru Lublin i celowością nagłego dofinansowania Portu Lotniczego Lublin kwotą 2 mln złotych zdominowała obrady lubelskich radnych podczas czwartkowej sesji rady miasta.
Poprawka prezydenta o przesunięciu dwóch milionów złotych w budżecie miasta na dofinansowanie spółki Port Lotniczy Lublin, którego miasto jest akcjonariuszem, pojawiła się w ostatniej chwili przed sesją. Nie spodobało się to radnym opozycyjnego PiS.
Na zwołanej przed sesją konferencji radni PiS stwierdzili, że „wrzutka” tych środków to przykład złej praktyki stosowanej przez prezydenta. – Projekt zwiększenia wydatków na Port Lotniczy Lublin wpłynął tuż przed sesją. Jesteśmy zbulwersowani, że takie pieniądze wrzuca się w sposób nagły, przed głosowaniem. Nie mamy pewności czy te środki nie zostaną przeznaczone na pensje dla powiększonego ostatnio zarządu spółki czy członków rady nadzorczej – mówił Tomasz Pitucha, szef klubu radnych Prawo i Sprawiedliwość.
Już na samej sesji opozycja wnioskowała o zdjęcie z porządku obrad projektu autopoprawki budżetowej i przegłosowanie jej na kolejnych obradach po walnym zgromadzeniu akcjonariuszy PLL (odbędzie się 31 października). Ostatecznie punkt dofinansowania lotniska został w porządku obrad i był poddany pod głosowanie. – Ustaliliśmy, że z marszałkiem województwa wesprzemy PLL (samorząd województwa dołoży spółce 4 mln zł – przyp. aut.) w trybie szybkim. Lotnisko musi wykonać zadania związane z modernizacją oświetlenia i bezpieczeństwem. Do tego dochodzi certyfikat, który obowiązuje do końca listopada. Nie jest to żonglowanie milionami, a potrzeba szybkiego działania, czy to się podoba czy nie – argumentował prezydent Krzysztof Żuk.

Prezydent zapewnił również, że przekazane spółce pieniądze nie zostaną przeznaczone na pensje dla władz spółki, tylko na niezbędne, pilne inwestycje, konieczne dla zapewnienia bezpiecznej obsługi lotów i niezbędne dla przedłużenia certyfikacji dla lotniska. – Podejrzenia, że te pieniądze mogą pójść dla płace czy premie dla zarządu czy rady nadzorczej są absurdalne. Nie ma o czym dyskutować – skarcił opozycję Krzysztof Żuk.
Tę kwestię dodatkowo wyjaśnił Paweł Majka, dyrektor Biura Nadzoru Właścicielskiego Miasta, przypominając, że powołani w tym roku członkowie rady nadzorczej spółki: Waldemar Pawlak i Henryk Smolarz nie powiększyli składu rady, tylko zastąpili innych, odwołanych członków. Z kolei wynagrodzenie dla nowego wiceprezesa (od listopada będzie nim Włodzimierz Wysocki) było zabezpieczone w budżecie spółki. Nowo wybrany wiceprezes, jak poinformował szef BNW, będzie otrzymywał pensję w wysokości 19 tysięcy złotych brutto.
Wiele emocji wywołała również sprawa kolejnego dofinansowania spółki Motor Lublin – tym razem kwotą 600 tysięcy złotych. Ma ona wystarczyć klubowi na funkcjonowanie do końca roku, a w przyszłym roku miasto chce wyłożyć kolejne środki, by całkowicie oddłużyć spółkę. Choć ta kwestia dyskutowana była już od kilku tygodni, w tym na specjalnym posiedzeniu Komisji Sportu, Turystyki i Wypoczynku Rady Miasta Lublin, radni PiS wytknęli na sesji, że klub prowadzi fatalną politykę transferową i wypłaca pensje zawodnikom, którzy nie grają w pierwszym zespole, a wyniki drużyny są dalekie od oczekiwań.
Ostatecznie zmiany w budżecie, w tym 2 mln zł dla Portu i 600 tys. zł dla Motoru, poparła większość 17 radnych. BCH

Motor na komunalnych chwilówkach

Jak ustaliła Fundacja Wolności, spółka Motor Lublin pożyczała pieniądze od miejskich spółek – MPK i Kamienic Miasta. Jednej z pożyczek klub nie spłacił do dziś.
Motor zaciągał krótkoterminowe pożyczki od miejskiej spółek w 2013 roku (jeszcze za kadencji poprzedniego prezesa). W sierpniu 2013 roku od Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego pożyczył 100 tysięcy z oprocentowaniem 5% , które oddał w dwóch ratach do końca 2013 roku. Z kolei w grudniu 2013 roku pożyczył 150 tys. zł (na 5,65%) od Kamienic Miasta (dziś Lubelskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej). Klub miał je oddać do 28 lutego 2014 r. Jednak, jak wynika ze sprawozdania finansowego Motoru, do dziś nie spłacił ani złotówki! I pewnie dalej radni by o tym nie wiedzieli, gdyby nie dociekliwość Fundacji Wolności.

Port przed certyfikatem

Przedstawiciele lotniska tłumaczą z kolei, że dopłacanie do portu nie jest procesem jednostkowym, ale ciągłym.
– Środki pozyskane z tego tytułu przeznaczane są na spłatę obligacji, obsługę kosztów finansowych, inwestycje odtworzeniowe i koszty funkcjonowania portu lotniczego – informuje Piotr Jankowski, rzecznik Portu Lotniczego Lublin w Świdniku.
W roku 2015 z tego tytułu do kasy lotniska wpłynęło nieco ponad 18,3 mln zł. Miasto Lublin przekazało 7 mln zł, urząd marszałkowski 11,3 mln zł. W tym roku oba samorządy wpłacą o ponad 9 mln zł więcej. Z budżetu miejskiego trafi do lotniska w sumie 13,5 mln zł, z urzędu marszałkowskiego nieco ponad 14 mln zł. – Ostatnie dokapitalizowanie spółki związane jest z końcowymi płatnościami z tytułu zrealizowanych inwestycji i finalizowaniem wcześniej planowanych działań – tłumaczy Piotr Jankowski.
Dodaje również, że lotnisko od kilku miesięcy prowadzi inwestycje związane z dostosowaniem infrastruktury do zmieniających się przepisów w zakresie bezpieczeństwa żeglugi powietrznej. Chodzi m.in. o uzupełnienie świateł na końcach drogi startowej, zmianę i poprawę nawierzchni w tym obszarze, a także dostosowanie zabezpieczenia studni elektrycznych i systemu zasilania do nowych wymogów bezpieczeństwa. – Dzięki temu, lotnisko będzie gotowe do kolejnej recertyfikacji, która zaplanowana jest na listopad i która jest jednocześnie procesem uzyskania przez port certyfikatu Unii Europejskiej – dodaje Piotr Jankowski.