Tajemnicza śmierć kapucyna z Lublina

Brat Piotr był zawsze pogody i uśmiechnięty. Każdemu służył wsparciem i pomocą

Miał dopiero 35 lat, z czego 15 przeżył w zakonie. Brat Piotr pochodził z Lublina. Podczas górskiej wędrówki w Alpach Francuskich w nieznanych okolicznościach runął w przepaść. Poniósł śmierć na miejscu.

Br. Piotr Hejno urodził się w Lublinie i tu się wychowywał. W 2003 r. wstąpił do zakonu i po ośmiu latach przyjął święcenia kapłańskie. Jako duszpasterz pracował w licznych ośrodkach w całym kraju. Ostatnio przygotowywał się do misji w Gabonie, w Afryce.

– To była jego inicjatywa, czuł taką potrzebę, chciał wspomóc braci w tej trudnej posłudze – wspominają jego współpracownicy.

Aby szlifować język, br. Piotr wyjechał do Lyonu we Francji. Jego kurs powoli dobiegał końca. Na koniec pobytu postanowił przygotować się także duchowo, dlatego skorzystał z okazji i pojechał na rekolekcje do klasztoru-pustelni, malowniczo położonego w alpejskiej miejscowości Chartreuse de Curriere.

W ostatnim dniu modlitewnego skupienia zakonnik wybrał się na spacer do oddalonego o 8 km klasztoru kartuzów, znanego m.in. z filmów. To wówczas na górskiej drodze doszło do koszmarnego wypadku – mężczyzna runął w przepaść. Nie miał żadnych szans. Zginął na miejscu.

Jak podaje „Gość Niedzielny”, w przeddzień śmierci br. Piotr rozmawiał z siostrą Ewą ze wspólnoty Mniszek Betlejemitek. Według niej dzielił się z nią wielkim pokojem, jakiego doznał podczas modlitwy i wyjątkową radością z przeżywania bliskości Jezusa w Eucharystii.

– Był pogodny i gotowy do wyruszenia na misje – wspomina siostra Ewa. LL