Takie tam lamenty…

Na sali obrad obecni byli związkowcy z COZL

„Wyrażanie niepokoju”, „niezrozumienia” no i rzecz jasna kierowanie „wezwań” – to zajęcia samorządowców, zwłaszcza jeśli sami nie mają w danym zakresie żadnych kompetencji i mogą beztrosko pouczać innych. Na wniosek klubu PiS Rada Miasta Lublin przyjęła apel do władz samorządu województwa krytykujący sytuację w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej i wzywający do „jak najszybszego” dokończenia rozgrzebanej budowy szpitala.


Jak to załatwić

Radnym poskarżyli się związkowcy z COZL, kontynuujący akcję protestacyjną. Ich ostrzeżenia przed zakłóceniem pracy Centrum spotkały się ze zrozumieniem władz miasta, które same na działalność zdrowotną jednostki podległej innemu organowi finansowemu z budżetu miasta nie mogą wydać ani złotówki. Złośliwi zwrócili jednak uwagę, że podstawowe problemy lubelskiej onkologii, choć faktycznie związane z przeinwestowaniem i nieprzemyślanym rozrostem placówki, bez zapewnienia jej finansowania na odpowiednim poziomie, nie zostaną rozwiązane, a wręcz wzrosną z dokończeniem inwestycji. Pieniędzy na bieżącą działalność rozbudowanych oddziałów nadal bowiem nie będzie. Na ten cel nie może łożyć nawet nadzorujący COZL marszałek. A zatem zamiast głośno lamentować radni PiS lepiej by się zasłużyli sprawie, udając się dyskretnie do swoich partyjnych kolegów kierujących Narodowym Funduszem Zdrowia i przekonując ich do zakontraktowania dodatkowych świadczeń medycznych właśnie w COZL Labidzić jednak jest przecież i łatwiej, i taniej…

Dyrekcja kłamie?

Konkrety podczas ratuszowej debaty wprawdzie padały, jednak przede wszystkim ze strony licznie przybyłych na obrady pracowników COZL. – Chcemy, aby wszyscy poznali prawdę o sytuacji naszej placówki od pracowników, a nie jedynie od wprowadzającej w błąd media dyrekcji. To my tam pracujemy i widzimy zmiany, na pewno nie na dobre, tylko sprowadzające się do powiększania kadry zarządzającej, nieudolnej i nie mającej pomysłów na wyjście z obecnej bardzo trudnej sytuacji. Ci ludzie nie mieli dotąd nic wspólnego ze służbą zdrowia, a narzucany przez nich „program naprawczy” prowadzi do rozpadu Centrum. Dokonuje się oszczędności na pacjentach, a pieniądze są wydawane na przykład w ramach przetargów na dokonywanie inwentaryzacji, choć wcześniej w tym samym celu zwiększano zatrudnienie w administracji– tłumaczyła Justyna Horbowska, wiceprzewodnicząca szpitalnej Solidarności.

Pogadali

Dla radnych dyskusja była jednak raczej okazją do wykazania się nic niekosztującą empatią. – Z niepokojem słyszymy o wzroście liczby zastępców dyrektora z dwóch do pięciu. Załoga przypomina, że plac budowy COZL od półtora roku jest bez inwentaryzacji.
Pracownicy do dziś nie dostali od dyrekcji informacji o zarobkach kadry dyrektorskiej, a z wojewodą rozmawiali już dwukrotnie w tej sprawie – grzmiał Tomasz Pitucha z PiS, a wtórował mu partyjny kolega, Zbigniew Ławniczak: – Mamy prawo zabierać w tej sprawie głos. To protest mieszkańców przeciw nieudolnemu zarządzaniu. Głos radnych powinien być usłyszany przez marszałka! O dziwo, tym razem zgodna była nawet pro-prezydencka część sali, racjonalniej jednak wskazując na bezpośrednie źródło problemów Centrum. – Kłopoty COZL mają jedno podłoże: brak kontraktów z NFZ na usługi medyczne i niepłacenie pracownikom za nadwykonania – wyjaśniała Marta Wcisło z PO, członkini rady społecznej szpitala.
Ostatecznie wszyscy zgodzili się, że „tak dalej być nie może i trzeba coś zrobić!”. W przyjętym jednomyślnie stanowisku zapisano m.in. wezwanie marszałka województwa do „niezwłocznego podjęcia wszystkich niezbędnych kroków w celu zakończenia inwestycji i przywrócenia Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej właściwego dla niej poziomu organizacyjnego i medycznego” [pisownia oryginalna]. Związkowcy wyrazili wdzięczność i zapowiedzieli swoją wizytę na najbliższym Sejmiku. COZL jak było rozgrzebane, tak jest nadal, a ze zwolnień załogi nikt jakoś nie kwapi się wycofywać. TAK, BCH