Tata ma szansę na życie

Każdy z nas może dołączyć się do zbiórki na stronie siepomaga.pl

Dom, rodzina, szczęście. Wszystko w życiu 40-letniego Norberta Drążkiewicza legło w gruzach zaledwie w chwilę, gdy podczas badania lekarskiego padła diagnoza – guz mózgu. Jedyną szansą na życie i powrót do zdrowia lublinianina jest poddanie się immunoterapii w Niemczech. Na leczenie za granicą potrzeba jednak ogromnych pieniędzy, ponad 800 tysięcy złotych! Na portalu siepomaga.pl rodzina i przyjaciele zebrali już 3/4 tej potrzebnej kwoty. Obecnie trwa wyścig z czasem.


– Myślałam, że moment, w którym się poznaliśmy był największym zaskoczeniem mojego życia. Minęło kilka lat, a ja przekonałam się, że niczego nie można być pewnym. Jako żona zawodowego kierowcy, każdy wyjazd traktowałam jako potencjalne ryzyko. Z ulgą przyjmowałam każdy powrót do domu. Podziwiałam w nim tę pasję do pracy i to, że w życiu do wszystkiego doszedł własnymi siłami.

Zawsze niezależny, zdecydowany, myślał o tym, co jeszcze może zrobić – opowiada Patrycja, żona Norberta Drążkiewicza. – Jeden telefon zmienił bieg naszego życia. Dowiedziałam się, że zdarzył się wypadek. Podczas kolejnego kursu Norbert dostał ataku padaczki, samochód uderzył w barierki i się zapalił. Wszyscy zgodnie powtarzali, że to cud, że wyszedł z tego bez większych obrażeń. To jednak była tylko zapowiedź tego, co jeszcze przed nami. Wstęp do życiowego zakrętu. Pobyt w szpitalu, kolejne badania, wizyty specjalistów. Mieliśmy wrażenie, że czas stanął w miejscu, a lekarze intensywnie szukają przyczyny ataku.

Początkowo mówiono niewiele. Aż w końcu pewnego dnia, lekarz podał nam kartkę i wyszedł. A tam wydrukowano wyrok śmierci. Informacja o tym, że Norbert w głowie nosi tykającą bombę, zwaliła nas z nóg. Czytaliśmy to kilkanaście razy. Osobie, która o medycynie nie wie nic, to jakby słowa napisane w innym języku. Pierwsze wyszukiwanie w internecie sprawiło, że zaniemówiliśmy. Glejak w takim stopniu zaawansowania to pewna śmierć, pisali niektórzy. W tym momencie świat się dla nas zatrzymał – przyznaje pani Patrycja.

Po powrocie do domu postanowili poszukiwać ratunku. Niestety, okazało się że w Polsce terapia może jedynie złagodzić objawy, ale nie pokona choroby. – Norbert bez wahania się na nią zgodził. Kiedy patrzyłam na niego, jak czytał diagnozę, wiedziałam, że zrobi wszystko, by żyć dalej. Byliśmy na skraju załamania, zrezygnowani czekaliśmy na kolejną wizytę w poradni onkologicznej. Właśnie tam poznaliśmy kogoś, kto tchnął w nas nadzieję. Usłyszeliśmy o możliwości poddania się immunoterapii w Niemczech. Terapia, która daje realne szanse na życie! Na pokonanie choroby, która dla wielu lekarzy jest zwiastunem śmierci – mówi żona Norberta Drążkiewicza.

Na leczenie za granicą potrzeba jednak aż 800 tysięcy złotych! To kwota, której rodzina nie ma. Na portalu siepomaga.pl rozpoczęła się zbiórka. Miała potrwać do końca maja, ale pieniądze są zbierane jeszcze przez miesiąc, bo nie udało się uzyskać całej potrzebnej kwoty, choć przyjaciele i znajomi stawali i stają dosłownie nawet na głowie, by zdobyć te środki. Brakuje jeszcze niewiele ponad 200 tysięcy.

Pieniądze można wpłacać na stronie www.siepomaga.pl/dla-norberta, a także uczestnicząc w licznych licytacjach. Grupa na Facebooku „Licytacje dla Norberta – Razem w walce o życie” liczy już ponad 6700 członków. Od początku niezwykle aktywny w niej jest lublinianin Piotr Nizioł, który w Zespole Szkół Nr 1 na Podwalu był nauczycielem w-f Patrycji, żony Norberta.

Nizioł nie tylko licytuje fanty, ale także sam organizuje licytacje i to w niezwykle ciekawy oraz widowiskowy sposób. Sprzedając płyty, czy książki zamieszcza dodatkowo inspirowane nimi fotki. Oferuje swojej produkcji piwo. Pomysłów ma co nie miara. Wszystkie licytacje rozpoczynają się od 22 złotych. – Społeczność naszej szkoły z Podwala dobrze wie dlaczego – uśmiecha się Piotr Nizioł. – Przed laty w naszej szkole pracował Jacek Kudlicki, był znany jako wieczny 18-latek. Zresztą ta liczba do niego przylgnęła i to nie tylko z racji, że zajęcia prowadził w klasie o nr 18.

Gdy odchodził na emeryturę powiedział, że teraz kolej na mnie i że muszę wybrać swoją szczęśliwą liczbę. Padło na 22, bo jest większa od 18 (uśmiech). Mój syn urodził się 22 czerwca, a ja w 1966 roku, czyli jak dodamy wszystkie cyfry to otrzymamy… 22 itd. Teraz wierzę, że ta liczba przyniesie szczęście Norbertowi. Obserwując, jak byli uczniowie naszej szkoły angażują się w pomoc i licytacje jestem przekonany, że uda się wreszcie zebrać potrzebne pieniądze i Norbert będzie mógł pojechać do Niemiec na terapię – kończy Piotr Nizioł.

Wyścig z czasem trwa!

– Nasz synek codziennie czeka na telefon, z niecierpliwością wygląda przez okno w nadziei, że zobaczy w nim ukochanego tatę. Ja i Norbert wiemy, że trzeba czekać, ale jak wytłumaczyć to małemu chłopcu, dla którego tata jest centrum wszechświata? Właśnie dlatego proszę, pomóżcie mi go ratować! – apeluje pani Patrycja.

Na ratowanie życia jeszcze nie jest za późno, ale w każdej chwili stan może się pogorszyć.

– Nie wiem, co nas czeka, nie wiem, jaka przed nami przyszłość. Wiem, że musimy się skupić na tu i teraz – zdrowie Norberta to coś, czemu poświęcam wszystkie siły. To niewystarczające, jeśli nie wyciągniesz pomocnej dłoni. Po wszystkich doświadczeniach on szczególnie zasługuje na drugą szansę – kończy żona Norberta Drążkiewicza. BS