Telefony w schronisku rozgrzały się do czerwoności

Huk petard spłoszył wystraszone zwierzęta, które w panice uciekły na oślep właścicielom. Po sylwestrze telefony w schronisku urywają się. Ludzie wciąż dzwonią i pytają, czy przypadkiem ich pies nie został znaleziony.

Choć z roku na rok coraz mocniej propagowane jest niestrzelanie w sylwestra, a w wielu przypadkach zabawy z fajerwerkami kończą się trwałym uszczerbkiem na zdrowiu i wizytą na SOR-ze, amatorów wystrzałów wciąż nie brakuje. Nie interesują ich zakazy i przepisy. Petardy i fajerwerki odpalają nie tylko w sylwestra i Nowy Rok, ale już na kilka dni przed i po, od późnego popołudnia do nocy. Efekt jest taki, że giną ptaki, a wiele spłoszonych czworonogów ucieka właścicielom podczas spaceru czy z własnej posesji. Huk słyszą kilka razy głośniej niż człowiek i panicznie się boją.

Na przełomie starego i nowego roku telefony w chełmskim schronisku dla zwierząt rozdzwoniły się na dobre. Zdecydowana większość z nich dotyczyła właśnie poszukiwanych czworonogów.

– Staraliśmy się przed sylwestrem doradzać ludziom, jak należy zabezpieczyć zwierzęta w tym czasie. Listę najważniejszych rzeczy zamieściliśmy też na Facebooku, mimo to – jak co roku – dostaliśmy po sylwestrowej nocy wiele zgłoszeń o zaginionych lub wałęsających się po ulicach psach. Jeszcze ludzie dzwonią i pytają, czy przypadkiem nie znaleźliśmy ich psa – mówi Mirosław Blacha, administrator chełmskiego schroniska dla zwierząt.

Większość psów udało się znaleźć, dwa wciąż czekają w schronisku. Jeden to rudy kundel z obrożą – zabrany z ul. Ceramicznej, został potrącony przez samochód. Drugi jest w typie labradora, czarny, z kolczatką na szyi, zabrany z al. Żołnierzy I AWP.

Nie wszystkie spanikowane psy trafiają do schroniska, często przygarniają je prywatne osoby, które za pośrednictwem placówki lub stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt i ogłoszeń w Internecie szukają właściciela znajdy. „W sieci” nie brakuje tego typu ogłoszeń. (pc)