To był wypadek

Po dokładnych oględzinach posesji i wysłuchaniu świadków śledczy przyjmują, że 58-letnia mieszkanka ul. Litewskiej, pracownica jednej z chełmskich szkół, zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Wyszła z domu na chwilę z koleżanką i już nie miała jak wrócić. Zmarła przed domem z klamką w ręku.

Powracamy do historii z soboty (16 lutego). Nad ranem ujawnione zostały zwłoki 58-latki. Leżała przed własnym domem z widoczną raną głowy, pokryta zaschniętą krwią.
Śledztwo w sprawie śmierci kobiety wszczęła Prokuratura Rejonowa w Chełmie. Śledczy szybko ustalili, że poprzedniego wieczoru w domu pracownicy jednej z chełmskich szkół przebywały dwie znajome. Siedziały, rozmawiały, popijały drinki alkoholowe i relaksowały się w piątkowy wieczór. Prokuratura brała zatem pod uwagę dwie możliwości – zabójstwo lub nieszczęśliwy wypadek.
Przeprowadzona dzień później sekcja zwłok wykazała, że krwiaki na głowie kobiety powstały w wyniku uderzenia o przedmiot o tępych krawędziach. Bezpośrednią przyczyną jej śmierci było jednak wychłodzenie organizmu.
Kilka dni później, po dokładnym przesłuchaniu świadków, znana jest już najbardziej prawdopodobna wersja zdarzeń z tamtej nocy.
Jedna z kobiet wyszła wcześniej do domu. Po jakimś czasie i druga znajoma uznała, że – choć wieczór był udany – będzie już się zbierać. Gospodyni miała ją najpewniej odprowadzić do bramy, więc wyszły obie na dwór. Po przekroczeniu progu zachwiały się i wywróciły. Znajoma mieszkająca na sąsiedniej ulicy wstała i poszła w swoją stronę, a 58-latka podniosła się i z pękającą od bólu głową chciała wrócić do domu. Szarpnęła za klamkę od drzwi wejściowych tak mocno i niefortunnie, że ją oberwała. Próbowała wypchnąć okienko w łazience, ale to też się nie udało (na ramie zostały widoczne ślady). Kobieta nie mogła dostać się do własnego mieszkania. Zmarła z wychłodzenia przed drzwiami z klamką w ręku. (pc)