To nie moje, ja tylko jadę

W ciągu jednego dnia magazyn celników wzbogacił się o pokaźną kolekcję prawdziwych „modowych perełek”. Torebki Luis Vuitton, nieśmiertelne „adidasy” czy bogato zdobione suknie wieczorowe. Niestety, wszystko fałszywe.

(22 lutego) Do odprawy celnej w Dorohusku zgłosił się 23-letni obywatel Ukrainy z przedstawionym do wywozu towarem objętym procedurą tranzytu. Faktyczna ilość nie zgadzała się jednak z podawaną na papierze, a wątpliwości celników wzbudzała też wartość poszczególnych rzeczy na fakturze (44 eurocenty za sztukę). Po prześwietleniu busa okazało się, że w środku ukryte zostały odzież, bielizna, obuwie, torebki oraz akcesoria telefoniczne i komputerowe, oznaczone logotypami znanych, światowych marek. Łącznie ponad 28 tysięcy podróbek o nieokreślonej jeszcze wartości.
Kierowca oświadczył, że nie wiedział, jaki towar przewozi. Miał go jedynie dostarczyć z Litwy na Ukrainę, a za wykonaną usługę dostać zapłatę.
Z kolei 37-letni Ukrainiec (zatrzymany na kierunku wjazdowym do Polski z podrobionymi kurtkami, spodniami, sukniami wieczorowymi i ślubnymi, a nawet opaskami gumowymi na rękę – łącznie 46 sztuk odzieży i 7237 sztuk akcesoriów) tłumaczył, że jechał autobusem z Kijowa, by dostarczyć kreacje na wystawę do Niemiec, a pozostały towar zostawić w Warszawie, za co miał dostać stosowną zapłatę od swojego zleceniodawcy. Towar trafił do depozytu, a wobec podejrzanego wszczęto sprawę karną skarbową, zaś na poczet grzywny zajęto 4 tysiące złotych.
O zatrzymaniu podrobionych towarów izba celna poinformowała pełnomocników właścicieli znaków towarowych, którzy mogą dochodzić swoich praw na drodze sądowej. (pc)