Z trójką dzieci wybiegli z ognia

„Wstawaj, bierz dzieci, nie mamy czasu, pali się” – Jarosław w ostatnim momencie zdołał wydostać się z żoną i trójką małych dzieci z mieszkania. Języki ognia syczały przeraźliwie z każdej strony. Błysk, huk, strzelające iskry i strach w ich oczach. Tej nocy 5-osobowa rodzina z Petryłowa nie zapomni do końca życia.


Dramat rozegrał się w nocy z wtorku na środę (20/ 21 lutego). Dochodziła godz. 2 w nocy. Całe szczęście gospodarz domu w Petryłowie, Jarosław Lutomski, o tej porze jeszcze nie spał. W pewnym momencie usłyszał dochodzące zza ściany (z niezamieszkałej części budynku) niepokojące odgłosy. Otworzył drzwi, by sprawdzić, co się dzieje. Ogień buchnął do góry.
Jarosław rzucił się w stronę sypialni, by obudzić żonę i dzieci. Nie było czasu na analizowanie i zbieranie rzeczy. Chwycili za kurtki i wybiegli na dwór z nadzieją, że strażacy szybko się zjawią z pomocą.
– Około godz. 1:50 dostaliśmy wezwanie do pożaru drewnianego domu mieszkalnego. Na miejsce wysłane zostały 3 zastępy Państwowej Straży Pożarnej i 4 zastępy OSP, łącznie 33 ratowników – informuje mł. bryg. Wojciech Chudoba, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej PSP w Chełmie. – Prawdopodobną przyczyną pożaru była wada urządzeń instalacji elektrycznych, tj. przewodów, oświetlenia czy odbiornika, z całą pewnością jednak nie urządzeń grzewczych. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że ogniem objęta jest połowa budynku. Pracownicy PGE wyłączyli zasilanie w całej wsi, a strażacy po podaniu prądu wody z zewnątrz budynku, w aparatach ochrony dróg oddechowych weszli do środka. Po wszystkim rozebrali i przeleli wodą nadpalone elementy. Akcja ratunkowa trwała ponad 3 godziny. Spaleniu uległo 60 proc. domu wraz z wyposażeniem i rzeczami osobistymi – dodaje Chudoba.

Zostali bez niczego

To, czego nie zabrały płomienie, zostało zniszczone przez wodę. Pięcioosobowa rodzina, w tym troje dzieci (dwie dziewczynki w wieku 4 i 7 lat oraz 8-letni chłopczyk) straciła wszystko, co miała. Co gorsza, nie była to pierwsza tragedia, która dotknęła rodzinę Lutomskich.
Starsza z córek urodziła się z wadą słuchu. Dopiero teraz, po wielu operacjach i długoletniej rehabilitacji, powoli zaczyna mówić.
– To tacy dobrze ludzie. Życzliwe, młode małżeństwo – przyznaje Karolina Fajks, dyrektor Szkoły Podstawowej w Wólce Petryłowskiej, w której uczy się najstarszy syn Lutomskich. – Andżelika, mama naszego ucznia, także była naszą uczennicą. Nie mogliśmy pozostać obojętni. Naprędce zorganizowaliśmy dla nich zbiórkę – mówi.
Poruszeni ogromną tragedią mieszkańcy nie zostawili rodziny samej w tych trudnych chwilach. W ciągu zaledwie kilku dni udało się pozyskać im m.in. lodówkę, pralkę, kanapę. Koledzy i koleżanki ze szkoły przyniosły nawet zapłakanym dzieciom zabawki i ubrania.
W pomoc zaangażowały się też panie sołtys z sołectw: Petryłów, Serniawy i Chutcze.
– Wciąż jeszcze wiele potrzeba, więc jeśli ktoś chciałby pomóc to zachęcamy – dodaje dyrektor. Z pomocom pogorzelcom z Petryłowa przyszły też władze gminy. – Nie sposób nie pomóc ludziom, gdy spotyka ich taka tragedia – mówi Dariusz Ćwir, wójt gminy Sawin, który zapewnił rodzinie mieszkanie zastępcze. I też apeluje o pomoc. Prosi o kontakt w tej sprawie z urzędem gminy. Swoje wsparcie zadeklarowało także chełmskie Stowarzyszenie TakNiewiele. (pc, mg, fot. Tomasz Sutryk)