Tylko 13 lat za zabójstwo

W drodze do Holandii przeczytał na Facebooku, że mężczyzna, którego zranił nożem w Lublinie, nie żyje. Poprosił kierowcę, aby go wysadził, poszedł do kościoła, wyspowiadał się, a potem zgłosił się na policję. Teraz zabójca usłyszał wyrok. Wysokość kary rozczarowała rodzinę ofiary. – Powinien siedzieć co najmniej 25 lat – mówił dziennikarzom rozgoryczony pan Zenon, ojciec zabitego młodzieńca.
Skazany to 30-letni Maksymilian B. Mężczyzna był już wcześniej pięciokrotnie karany. Miał na sumieniu przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Teraz odpowiadał za krwawy dramat, który rozegrał się 7 lutego zeszłego roku przed blokiem przy ul. Wyżynnej 20 na Czubach w Lublinie.
Zaczęło się zupełnie niegroźnie. Maksymilian pracował w Holandii i przyjechał do rodziny w odwiedziny. Przechodził obok bloku, w którym kiedyś mieszkał. Wtedy na balkonie zauważył swojego dawnego sąsiada i jego kolegę. Mężczyźni nie przepadali za sobą. Jeden z nich burknął coś pod nosem i doszło do ostrej wymiany zdań. Ofiara – 29-letni Damian B., wyszedł, aby twarzą w twarz porozmawiać z Maksymilianem. Kiedy do niego podchodził, napastnik wyciągnął nóż i zadał dwa ciosy – w bark i brzuch. Długie, prawie 20-centymetrowe ostrze przebiło trzustkę. Doszło do krwotoku wewnętrznego. Ciężko ranny młodzieniec trafił do szpitala, ale lekarze byli bezradni. Damian zmarł na stole operacyjnym.
– Myślałem, że nic mu nie będzie, że tylko go nastraszyłem – mówił potem śledczym zatrzymany. W prokuraturze nie przyznał się do zabójstwa., tylko do jednokrotnego zranienia nożem.
Maksymilian B. po całym zajściu wsiadł do autobusu i wracał do Holandii. Jednak kiedy z Internetu dowiedział się, że zaatakowany nie żyje, ruszyło go sumienie. Wysiadł w Koninie. Poszedł do kościoła, a potem oddał się w ręce policji. Później pokazał miejsce w okolicach przystanku przy ul. Filaretów, gdzie wyrzucił nóż. Znaleziono na nim ślady DNA zabitego mężczyzny.
Mieszkańcy osiedla byli wstrząśnięci tym, co się stało. – Damian miał całe życie przed sobą, nie zasłużył na taką śmierć – mówili sąsiedzi. Na początku niektórzy sugerowali, że sprawca mógł działać w obronie, ale prokuratura ustaliła, że sytuacja nie usprawiedliwiała ataku nożownika.
Maksymilianowi B. groziło dożywocie, ale Sąd Okręgowy w Lublinie skazał go tylko na 13 lat więzienia, uznając, że oskarżony nie działał z premedytacją i nie planował zabójstwa. To, że się sam zgłosił, także miało wpływ na okoliczności łagodzące. Wyrok nie jest prawomocny. LL