Tysiąc złotych wstydu

Pandemia, firmy padają lub ledwo zipią, ludzie tracą pracę, końca ograniczeń nie widać, ale dwunastka radnych koalicji rządzącej Chełmem ma to gdzieś. Chcą podwyżki diety. I to nie o wskaźnik inflacji, ale od razu nawet o tysiąc złotych. W kolejnych wyborach zapewne znów będą przekonywać, jacy to oni są wrażliwi i gotowi do poświęceń dla chełmian.


Chełmscy radni z klubów Prawo i Sprawiedliwość (6 osób), Porozumienie dla Chełma (5 osób) i Kamil Błaszczuk (od niedawna niezależny) przygotowali na sesję rady miasta (30 grudnia) wniosek w sprawie nowych, wyższych stawek diet dla radnych, które miałyby obowiązywać już od 1 stycznia 2021 r. Wcale się przy tym nie krygowali, a zażyczyli sobie prawie maksymalnej podwyżki.

Nie patrzą na to, że z powodu pandemii wiele osób traci pracę, a przedsiębiorcy ledwo zipią, zaciągając kredyty, by ratować firmy przed bankructwem lub zapłacić miastu kolejną ratę podatku od nieruchomości. – Po nas choćby potop – zdają się myśleć ci, którzy w wyborach jak jeden mąż zapewniali o swym zamiłowaniu do pracy na rzecz społeczeństwa i z zatroskanymi minami kiwali głowami nad chełmską mizerią.

Poszli niemal na całość

Zgodnie z prawem, wysokość diety radnego w skali miesiąca nie może przekroczyć półtorakrotności kwoty bazowej określonej w ustawie budżetowej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. Ta kwota w minionym roku wynosiła 1789,42 zł. W bieżącym roku pozostanie ona na tym samym poziomie. Jej półtorakrotność to dokładnie 2684,13 zł i jest to maksymalna możliwa dieta radnego.

Radni koalicji rządzącej zaproponowali, by przewodniczący Longin Bożeński zamiast 73 proc. z kwoty 2 684,13 zł otrzymywał 80 proc., a wiceprzewodniczący rady, czyli Maciej Baranowski i Dariusz Grabczuk, zamiast 52 proc. – 75 proc. Z kolei przewodniczący komisji (Mirosław Czech, Stanisław Mościcki, Dorota Rybaczuk, Adam Kister, Tomasz Otkała, Piotr Krawczuk vel Walczuk) mieliby dostawać nie 33 proc. kwoty bazowej, a 70 proc., zaś szeregowi radni otrzymaliby podwyżkę z 27 proc. do aż 65 proc.

Przewodniczący rady obecnie dostaje 1 959,41 zł miesięcznie. Po podwyżce jego dieta ma wynieść 2 147,30 zł miesięcznie. Zarobi zatem o 187,89 zł więcej. Kwota do przyjęcia. Wiceprzewodniczący rady Dariusz Grabczuk i Maciej Baranowski otrzymują po 1 395,75 zł. Według propozycji radnych koalicji rządzącej, dieta zastępców przewodniczącego wzrosłaby o 617,35 zł do 2 013,10 zł. Naszym zdaniem przesada, bo poza dyżurami co trzeci tydzień, niczym ich praca nie różni się od tego, co robią szeregowi radni. Wiceprzewodniczący jeszcze nie prowadzili sesji, a w poprzednich kadencjach na palcach jednej ręki można policzyć plenarne posiedzenia, którym przewodzili.

Największe podwyżki mają dotyczyć przewodniczących komisji i szeregowych radnych. Ci pierwsi obecnie dostają po 885,76 zł miesięcznie. Nowa proponowana dla nich stawka to aż 1 878,89 zł! Drudzy zaś otrzymują po 724,71 zł. Zgodnie z wnioskiem radnych PiS i Porozumienia dla Chełma ich dieta po podwyżce sięgnie kwoty 1 744,68 zł. Będzie o 1 019,97 zł wyższa od tej, którą dostają.

Pokrętne uzasadnienie

Wnioskodawcy w uzasadnieniu do projektu uchwały tłumaczą, że w bieżącej kadencji jest o wiele więcej posiedzeń rady, niż w latach ubiegłych. I tak, w kadencji 2010-2014 rada zbierała się 46 razy, w następnej – 43, a w obecnej, w ciągu tylko dwóch lat, odbyło się aż 37 sesji. To nie wszystko. Zdaniem radnych z koalicji rządzącej taka liczba posiedzeń powoduje zwiększenie obowiązków wynikających z pełnienia mandatu. Przekonują, że w dniu sesji muszą brać urlopy w pracy, bądź też – ze względu na obecność na obradach – tracą przysługujące im z tytułu zatrudnienia wynagrodzenie, bo w tym czasie nie świadczą pracy.

Ciekawe, którzy pracodawcy zmniejszyli radnym płace za absencję w pracy z powodu udziału w obradach rady miasta. Może tylko dyrektorzy szkół, bo nieobecnych na lekcjach nauczycieli-radnych – Katarzynę Janicką, Dariusza Grabczuka, Elżbietę Ćwir i Piotra Jabłońskiego – ktoś musi zastąpić i za to wziąć pieniądze. Mało też prawdopodobne, by prezes MPGK Marcin Czarnecki zmniejszył pensję przewodniczącemu Bożeńskiemu, który od lat pracuje w tej miejskiej spółce, czy innym zatrudnionym w niej radnym – Piotrowi Malinowskiemu i Piotrowi Krawczukowi vel Walczukowi. Zapewne i prezes MPEC Artur Jędruszczuk nie uciął wynagrodzenia swojemu pracownikowi, radnemu Maciejowi Baranowskiemu. Wątpliwe również, aby posłanka Anna Dąbrowska-Banaszek dokonała potrąceń z pensji dyrektorowi swojego biura, Kamilowi Błaszczukowi. Zapewne i zatrudniony w MOSiR radny Ryszard Dżaman nie zanotował cięcia wynagrodzenia.

Kolejnym argumentem, którym kierowali się radni koalicji rządzącej, przygotowując projekt podwyżek diet, jest brak funkcjonowania rad osiedli. Według nich, z tego powodu chełmianie zasypują ich pytaniami, wynikającymi z rozpatrywanych projektów uchwał. Z drugiej jednak strony, po to wybiera się radnych, by mogli rozwiązywać problemy ludzi. PiS i Porozumienie dla Chełma żądają za to niemałych pieniędzy.

Radni tłumaczą także, iż proponowane stawki to powrót do poziomu diet z ubiegłych lat, za wyjątkiem ostatniej kadencji. Jest to totalna bzdura i ewidentna próba wprowadzenia chełmian w błąd, bo szeregowy radny we wcześniejszych kadencjach nigdy nie dostawał diety w wysokości ponad 1 700 zł, a przewodniczący komisji prawie 1 900 zł. Sprawdziliśmy w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Miasta oświadczenia majątkowe radnych i w 2012 oraz 2013 roku dieta radnego wynosiła około 715 zł, a przewodniczącego komisji – w granicach 880 zł. Radni zapewniają, że pieniądze na podwyżki są zabezpieczone w budżecie na 2021 rok. Z jednej strony miasto wszędzie szuka oszczędności i zapowiada dalsze cięcia, z drugiej zaś radni z koalicji rządzącej lekką ręką chcą wydać dodatkowo ponad 240 tys. zł rocznie, bo o tyle przewidują zwiększenie wydatków na radę miasta.

Może się jeszcze opamiętają?

Przygotowany przez PiS i Porozumienie dla Chełma projekt uchwały w sprawie podwyżek diet ostatecznie nie został przez radnych włączony do porządku obrad środowej sesji. Jak wyjaśniał Mirosław Czech z PiS-u, wnioskodawcy liczyli na to, że w ostatnim w 2020 roku posiedzeniu plenarnym wezmą udział wszyscy radni. – Chcemy, aby do tej sprawy odniosła się cała rada. Dziś jest quorum do odbycia posiedzenia, ale nie ma stuprocentowej obecności – argumentował Czech. Na sesji zabrakło Mariusza Kowalczuka i Piotra Malinowskiego. Uzasadnienie szefa klubu radnych PiS-u zabrzmiało tak, jakby radni z koalicji rządzącej w ostatniej chwili zrozumieli, że wniosek o podwyżki diet to nie był dobry pomysł i z całego zamieszania chcieli wyjść z twarzą. Ale mleko się rozlało, ponieważ ich wniosek został zamieszczony w proponowanym porządku obrad w Internecie na stronie miasta.

Co istotne, pozostali radni, widząc projekt uchwały o podwyżce diet, przecierali oczy ze zdumienia, bo nic nie wiedzieli o planach podwyżki. Z kilkoma z nich rozmawialiśmy i wszyscy zapewnili, że o sprawie dowiedzieli się tuż przed sesją.

– Z tego, co pamiętam, ten temat był poruszany kilka miesięcy temu, ale wcześniej nad nim mieli pochylić się przewodniczący wszystkich klubów i radni niezależni. Żadnego spotkania w tej sprawie jednak nie było. Politycznie Zjednoczona Prawica straciła wiele, bo i tak mieszkańcy na jej radnych nie zostawią suchej nitki. Ewentualny powrót do tematu na którejś z najbliższych sesji będzie strzałem w stopę. Nawet jeśli stawki diet miałyby być niższe od tych kwot, jakie zaproponowali PiS i Porozumienie dla Chełma w projekcie uchwały – uważa jeden z radnych opozycji.

Czy radni opamiętają się, czy zapiszą się w historii miasta jako ci, którzy wyciągali ręce po pieniądze w czasie, gdy spora część chełmian boleśnie odczuła konsekwencje ograniczeń nałożonych na firmy z powodu koronawirusa? (rep)