Uciekając przed katem

Rośnie liczba ofiar przemocy domowej. W ubiegłym roku założono 456 Niebieskich Kart, a rok wcześniej było ich o 138 mniej. Większość ofiar to kobiety, na drugim miejscu są dzieci. Mężczyźni zazwyczaj są oprawcami.

Kopane, popychane, szarpane za włosy, poniżane i wyzywane. Czują ciągły strach przed jutrem. Awantury w środku nocy, krzyki i płacz dzieci są na porządku dziennym. Czasem ktoś wezwie policję na pomoc. Następnego dnia podejrzliwe spojrzenia sąsiadów i koleżanek z pracy. Tak wygląda codzienność wielu kobiet. W ciągu ostatnich czterech lat 1254 mieszkanek powiatu chełmskiego zostało dotkniętych przemocą domową. Fizyczną albo psychiczną, a najczęściej i taką, i taką. W tym samym czasie ofiarami przemocy padło 213 małoletnich. Zgroza. W 746 przypadkach, czyli w ponad połowie, sprawcy przemocy pozostawali pod wpływem alkoholu. To najczęściej mężczyźni. Piją i biją, a kobiety i dzieci całymi latami cierpią gehennę. Mężczyźni dotknięci przemocą też się zdarzają, ale to rzadkość. W ciągu ostatnich czterech lat odnotowano ich 168. Gdy w rodzinie dochodzi do przemocy policjant ma obowiązek założyć tzw. Niebieską Kartę. W 2015 roku założono ich 318. W ubiegłym roku jeszcze więcej – aż 456. Od 2013 roku łącznie w powiecie chełmskim założono 1367 Niebieskich Kart. Formularze te trafiają do tzw. Zespołów Interdyscyplinarnych ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie.
– Formularze Kart przekazywane są do zespołów interdyscyplinarnych działających w mieście oraz poszczególnych gminach powiatu – mówi podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. – Następnie spotykają się grupy robocze, które wyznaczają zadania poszczególnym członkom zespołu. W ich skład wchodzą m.in. dzielnicowi, którzy wizytują rodziny objęte Niebieską Kartą. Częstotliwość tych wizyt określa grupa robocza. Przeprowadzane są rozmowy zarówno ze sprawcą, jak i ofiarami przemocy. To grupa robocza decyduje o ewentualnym zamknięciu procedury Niebieskiej Karty. W jednej rodzinie może być założonych kilka Niebieskich Kart.
O tym, jaką makabrę przechodzą ofiary domowych napaści, dobrze wie Urszula Mikulska, dyrektor Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Chełmie. Rocznie zgłasza się tu średnio 130 osób dotkniętych różnego rodzaju przemocą, którym udzielanych jest około trzystu porad. Działający w ramach ośrodka hostel stanowi schronienie dla kobiet i ich dzieci, którym przyszło uciekać z domu przed oprawcą. Zdarza się, że trafiają do hostelu w środku nocy, po karczemnej awanturze, zakończonej interwencją policji. Są roztrzęsieni, zapłakani, zmęczeni życiem w ciągłym strachu. Potrzebują wsparcia i fachowej pomocy. Znajdują to w OIK. Mogą tu zostać przez kolejne trzy miesiące, a jeśli zachodzi taka potrzeba to dłużej. W 2015 roku w hostelu przebywało pięcioro kobiet z siódemką dzieci. W ubiegłym roku schronienie znalazło w nim pięcioro kobiet z dwanaściorgiem dzieci.
– Schronienie znajdują u nas osoby, co do których wyczerpano już wszelkie formy pomocy przewidziane w mieście – mówi dyrektor Mikulska. – Zdarzało się, że kobiety z dziećmi trafiały do nas w nocy, po awanturze domowej, kiedy na przykład partnera pod wpływem alkoholu zabierała policja. Z reguły jednak kobiety decydują się do nas zwrócić już po dłuższych przemyśleniach, kiedy postanawiają, że tak dalej być nie może i najwyższy czas zmienić swoje życie. Trafiają do nas osoby w różnego rodzaju kryzysach, wynikających z doświadczania przemocy, problemów wychowawczych, depresji, kryzysów małżeńskich. Wspieramy takie osoby emocjonalnie, określamy, jakiej pomocy potrzebują, podpowiadamy, gdzie jeszcze mogą się zgłosić po wsparcie, pomagamy pisać pisma procesowe. Oferujemy porady psychologiczne, terapie rodzinne. Współpracujemy z MOPR-em.
Rzadko się zdarza, że mąż lub partner – oprawca, chce z własnej woli się zmienić. Mniej więcej w połowie przypadków kobiety po spędzeniu trzech miesięcy w hostelu OIK decydują się wynająć stancję i rozpocząć nowe życie. Już nie u boku tego, który je dręczył. W ubiegłym roku spośród pięciu kobiet przebywających z dziećmi w hostelu tylko jedna wróciła do poprzedniego partnera. Do ośrodka trafiają kobiety o różnym statusie. Nad rodziną znęcają się nie tylko pijacy i osoby z marginesu społecznego. Problem ten dotyczy także właścicieli firm, naukowców, mundurowych, osób spełnionych zawodowo, cenionych w swoich środowiskach. W 2016 r. do OIK zgłosiło się 114 osób, które doświadczyły przemocy. Udzielono im 298 różnego rodzaju porad. Z kolei w 2015 roku ośrodek udzielił 435 porad 195 osobom. To wyjątkowo duża liczba, wynikająca z realizacji projektu „By pomóc rodzinie”. (mo)