Uczeń ze złamaną ręką odesłany do domu

Rodzice ucznia klasy czwartej Szkoły Podstawowej w Gorzkowie mają żal do dyrekcji i nauczycieli, że nie zaopiekowali się należycie ich synem, gdy ten złamał rękę podczas zajęć w świetlicy. – Z tego, co wiem, nikt losem syna się nie zainteresował, dziecko po prostu odesłano do domu – mówi ojciec chłopaka. – To nieprawda – zapewnia Bożena Lachowska, dyrektor SP w Gorzkowie.

Kilka dni temu z naszą redakcją skontaktował się zdenerwowany mieszkaniec gminy Gorzków. Mężczyzna opowiedział nam o przykrym zajściu, które miało miejsce w SP w Gorzkowie 26 marca. – Gdy syn wrócił do domu, skarżył się, że boli go ręka. Żona poszła z nim do lekarza. Okazało się, że ręka jest złamana – dodaje. Mieszkaniec Gorzkowa pocztą pantoflową dowiedział się, że do urazu doszło najprawdopodobniej podczas zajęć świetlicowych. – Chłopcy grali w piłkę. Syn upadł na rękę i poczuł ból. Ponoć żadnego nauczyciela tam wówczas nie było, nikt nie pilnował dzieci. Gdy syn w końcu jakiejś pani opowiedział, że bardzo boli go ręka, ta po prostu dała mu plecak i powiedziała, żeby wracał do domu. Dziecko ze złamaną ręką, z tym plecakiem, poszło więc na szkolny autobus. Nikt mu nie pomagał, nikt się nim nie zainteresował – opowiada mężczyzna. Mieszkaniec gminy Gorzków nie chce żadnego zadośćuczynienia, po prostu apeluje do nauczycieli, by bardziej pilnowali dzieci, by okazywali więcej empatii.

Bożena Lachowska, dyrektor SP w Gorzkowie, sprawę widzi inaczej. – 27 kwietnia przed godziną 8.00 rodzic poinformował mnie, że jego syn ma złamaną rękę, a nastąpiło to w dniu poprzednim podczas zajęć świetlicowych – mówi Lachowska. – Niezwłocznie podjęłam stosowne kroki w celu wyjaśnienia tej sytuacji, a następnie skontaktowałam się z rodzicem, informując go o przebiegu zdarzenia. Z obejrzanego monitoringu i rozmowy z nauczycielami wyraźnie wynika, że nauczyciele kilkakrotnie podchodzili do ucznia i pytali go o powód zejścia z boiska, na którym uczniowie grali w piłkę nożną. Uczeń powiedział, że boli go ręka, a nauczyciele dokładnie ją obejrzeli. Nic nie wskazywało na złamanie. Brak było obrzęku i siniaków, dlatego też nie poinformowali o tym zdarzeniu rodziców ucznia i mnie jako dyrektora – tłumaczy.

Lachowska podkreśla, że uczeń nie pozostawał bez nadzoru, a nauczyciele cały czas obserwowali jak się czuje. – Nauczyciele znają procedury postępowania w takich wypadkach, ale brak znamion złamania nie wpłynął na podjęcie przez nich innej decyzji. Uczeń o godz. 13.15 odjechał do domu zgodnie z rozkładem jazdy busów szkolnych – mówi. (kg)