Ugoda przy kursach widmo

Gdy do realizacji przewozów miejskich w Lublinie wybrano przewoźnika z Zielonej Góryj wielu nie kryło zdziwienia i przepowiadało klapę. I okazało się, że mieli rację. Szybko okazało się, że część pojazdów zielonogórskiego PKS-u została zdjęta z lubelskich ulic w wyniku kontroli technicznej, a reszta po prostu… uciekła z realizowanych tras. Ostatecznie Zarząd Transportu Miejskiego w Lublinie zmuszony był rozwiązać umowę na świadczenie usług przewozowych a sprawa znalazła swój finał w sądzie – obie strony wystąpiły bowiem z roszczeniami.

Ostatecznie wygranym, choć nie w pełni, okazał się ZTM.
Zerwanie umowy z ZTM skutkowało naliczeniem przez PKS Zielona Góra ponad 250 tys. zł kary. Lubelskie kierownictwo transportu odpowiedziało własnymi roszczeniami na przeszło milion ze względu m.in. na „niedochowanie standardów świadczenia usług mającymi miejsce w trakcie obowiązywania umowy”. Ostatecznie z kwoty tej przewoźnik dobrowolnie i w drodze ugody zobowiązał się do zapłacenia 560 tys. zł w dziewięciu miesięcznych ratach do końca bieżącego roku, zrzekając się jednocześnie własnych roszczeń. Ugoda została zawarta w ubiegłym tygodniu w trakcie postępowania sądowego przez Sądem Rejonowym w Zielonej Górze.

Lepszy rydz niż milion?

– Biorąc pod uwagę fakt, iż postępowania sądowe w przedmiotowych sprawach toczą się z reguły przez wiele lat, wymagają zgodnie z przepisami ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych opłacenia wnoszonego powództwa opłatą stosunkową w wysokości 5 proc., przeprowadzenia szeregu dowodów wskazanych przez strony, przesłuchania świadków, zeznań stron jak i ewentualnych kosztownych opinii biegłych sądowych, kosztów procesu, w tym zastępstwa procesowego czy też ustanowionego mediatora, dodając ponadto możliwość wniesienia apelacji przez każdą ze stron postępowania, co powoduje w przypadku braku zawarcia ugody wieloletni proces bez gwarancji korzystnego rozstrzygnięcia i poniesienia dodatkowych kosztów sądowych – tłumaczy rezygnację z reszty żądań zawartych w pozwie Monika Fisz z biura prasowego ZTM.
Zwycięstwo jest zresztą tym bardziej pyrrusowe, że PKS Zielona Góra jest spółką… Skarbu Państwa, a więc per saldo i tak karę zapłacimy my wszyscy jako podatnicy. Co więcej, cała ta historia mocno podważyła zaufanie i sensowność samego pomysłu sięgania do zewnętrznych, w dodatku też publicznych przewoźników na rynku lubelskim. Koszt wizerunkowy dla ZTM i polityki transportowej miasta i tak był zatem jednak spory i kto wie, czy nie większy niż darowane ostatecznie zielonogórzanom prawie pół miliona. TAK