W plenerze sporadycznie

Od mniej więcej dwóch lat pary, które chcą wziąć ślub np. na plaży lub w ogrodzie, mogą zrealizować swoje marzenie. Czy chełmianie chętnie korzystają z tej możliwości? Niekoniecznie. W ubiegłym roku na ślub w plenerze zdecydowały się zaledwie cztery pary.

Jeszcze dwa lata temu prawo pozwalało na zawarcie małżeństwa poza urzędem staniu cywilnego jedynie w wyjątkowych przypadkach, np. gdy jedno z przyszłych małżonków przebywało w szpitalu. Od marca 2015 roku weszły w życie przepisy zezwalające na zawarcie małżeństwa we wskazanym przez małżonków miejscu. Jednak miejsce to nie może być dowolne. Powinno ono zagwarantować powagę i doniosłość ceremonii oraz bezpieczeństwo jej uczestnikom. Decyzja o udzieleniu ślubu poza siedzibą USC zawsze należy do kierownika urzędu.
Jak informuje Ewa Suska, zastępca kierownika USC w Chełmie, śluby poza kościołem lub urzędem to rzadkość.

– Być może pewną barierą jest dodatkowa opłata w wysokości tysiąca złotych, którą musi wnieść para chcąca zawrzeć związek poza urzędem. W 2015 roku mieliśmy kilka takich ślubów w plenerze, w roku ubiegłym cztery, a na ten rok, jak dotąd, mamy zamówiony jeden termin w czerwcu, choć to zapewnie jeszcze się zmieni, bo chęć zawarcia małżeństwa można zgłosić najwcześniej pół roku przed ceremonią, a najpóźniej miesiąc przed – mówi E. Suska.
Jeśli już pary decydują się na ślub w plenerze, zazwyczaj wybierają letnie miesiące – choć są i wyjątki – oraz ładnie położone i pełne zieleni miejsca.
– Mieliśmy takie ceremonie np. w „Ranczu Budrysa” – przyznam, że było bardzo klimatycznie, bo ceremonia odbyła się na wysepce. Mieliśmy też śluby w Janowie, m.in. w „Leśnym Zaciszu”, i w „Panu Tadeuszu” w Żółtańcach. Podczas wszystkich pogoda była wspaniała – mówi E. Suska. (kw)