W powiecie jak w kabarecie

Kolejne posiedzenie rady powiatu krasnostawskiego i kolejna kłótnia. Opozycja dalej drze koty z władzami powiatu i radnymi PiS. Według niej dyrektor Muzeum Regionalnego Andrzej Gołąb robi, co mu się podoba, ignorując zdanie radnych spoza PiS. Jednym słowem obrady plenarne w dalszym ciągu bardziej przypominają kabaret, niż sesję powiatu.

Środowa sesja rady powiatu krasnostawskiego trwała blisko 5,5 godz. Posiedzenie byłoby zapewne krótsze, gdyby radni skupili się na porządku obrad i merytorycznej dyskusji oraz wzajemnym poszanowaniu. Jak zwykle Janusz Szpak, były starosta, próbował udowodnić wszystkim, że obecny włodarz, Andrzej Leńczuk nie radzi sobie w tej roli, nie panuje nad jednostkami, a może i całym powiatem.

Coś w tym może i jest, bo gdyby rządził Szpak, już dawno konfliktowa sytuacja w Muzeum Regionalnym w Krasnymstawie zostałaby zażegnana. Dziś wszyscy zapomnieliby, że jakikolwiek spór w tej placówce miał miejsce.

Dziewięciu radnych, głównie z opozycji, znów poczuło się zignorowanych przez dyrektora Muzeum, Andrzeja Gołąba. Przypomnijmy, że podczas nadzwyczajnej sesji poświęconej sytuacji w jednostce, dyrektor nie odpowiadał konkretnie na pytania opozycji, mówił natomiast o swoich zasługach i sukcesach kierowanej przez niego placówki. W sierpniu br. dziewięciu radnych na piśmie zadało Gołąbowi ponad 40 pytań. Na większość z nich dyrektor, w opinii radnych udzielił lekceważących odpowiedzi, choć on sam uważa, że to radni szukają dziury w całym, bo jednostka pod jego rządami funkcjonuje bez zarzutu. Chyba nie do końca, o czym piszemy w oddzielnych tekstach.

Punktem zapalnym, jak zwykle, był chmielnik. Starosta Andrzej Leńczuk zwrócił się do władz miasta o dokonanie zmian w planie zagospodarowania przestrzennego i przypisanie nowych funkcji dla gruntów chmielnika, konkretnie usług sportu i rekreacji oraz zabudowy jednorodzinnej i wielorodzinnej z usługami nieuciążliwymi. A przecież nie tak dawno radni PiS, nie wyrażając zgody na sprzedaż miastu ponad 2 ha chmielnika pod budowę bloków, tłumaczyli, że działka ze względu na dynamiczny rozwój szkolnictwa zawodowego, jest niezbędna Zespołowi Szkół nr 2 i o sprzedaży miastu gruntów nie chcą słyszeć

Jednym słowem kabaretu w radzie powiatu krasnostawskiego ciąg dalszy. W poprzednich kadencjach na powiatowych sesjach zazwyczaj wiało nudą, a radni rzadko kiedy pozwalali sobie na krytykę działań ówczesnych władz w starostwie, bo nie chcieli też narazić się staroście Januszowi Szpakowi, który przez 16 lat rządził powiatem silną ręką i bardzo nie lubił, gdy ktoś publicznie, zwłaszcza z jego otoczenia, podważa jego zdanie, bądź nie zgadza się z decyzjami władz starostwa.

Obecna kadencja, niemalże od początku, jest zupełnie inna niż wszystkie dotychczasowe. Na sesjach nie brakuje kłótni, oskarżeń, ostrej krytyki pod adresem starosty, a momentami radni zachowują się, jakby byli na bazarze. Niekiedy przewodniczący Witold Boruczenko nie jest w stanie zapanować nad emocjami radnych, a wynika to z tego, że po pierwsze PSL od początku kadencji nie może pogodzić się z utratą władzy, zaś w rządzącym powiatem PiS-ie co najmniej połowa radnych chciałaby mieć bezpośredni wpływ na podejmowane przez zarząd decyzje, a może nawet rządzić z tylnego siedzenia. Tyle, że ono jest już zajęte…

W samym PiS-ie, gdy ta partia doszła do władzy i zawiązała współpracę z Porozumieniem Ziemi Krasnostawskiej oraz Krasnostawianami, toczyła się walka o stanowiska w zarządzie. Wszystkie „klocki” poukładała jednak posłanka Teresa Hałas, której nie można odmówić zasług w odsunięciu PSL od władzy w powiecie. To ona zdecydowała, że starostą będzie Andrzej Leńczuk, osoba spoza rady, co wielu radnym się nie spodobało. Ich zdaniem, rada powinna wybrać starostę spośród siebie. Tak uważają do dziś. Starosta nie jest traktowany jako lider ugrupowania rządzącego, dlatego też powiatowe sesje często przypominają kabaret. Choć tak poważnej instytucji, jak powiat, nie przystoi, by porównywać ją do kabaretu… (s)