Weterynarze rozpoczynają protest

Szykuje się kolejny protest w ochronie zdrowia, choć nie… ludzkiego. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Inspekcji Weterynaryjnej zapowiada blokadę dróg w największych polskich miastach, głodówkę i poszerzenie akcji o kolejnych pracowników.


Od jesieni lekarze weterynarii zabiegają choćby o rozpoczęcie rozmów z premierem czy przynajmniej ministrem rolnictwa, ci jednak nie mają dla nich czasu. „Coś” mówiło się o „jakichś” podwyżkach lecz żadne konkrety nie padły, a ostatecznie władza uznała, że akurat dla tej grupy zawodowej pieniędzy jednak nie znajdzie.

– Czuwamy m.in. nad polskim eksportem żywności, jak i nad bezpieczeństwem tej trafiającej na polski rynek. Tymczasem mimo tego, że każda władza tak chętnie chwali się swoimi osiągnięciami w tych zakresach, to nie ma najmniejszego zamiaru nie tylko godnie opłacać wypełniających te zadania, ani uzupełniać nasze coraz poważniejsze braki kadrowe – wylicza Sara Meskel, szefowa OZZPIW.

Padają konkretne kwoty: – Wydaje nam się, że kwota w wysokości półtorej średniej krajowej dla lekarza weterynarii, który jest po trudnych studiach i specjalizacji, oprócz tego często po studiach podyplomowych, pracuje kilkanaście lat w Inspekcji, nie jest kwotą z kosmosu – tłumaczy przewodnicząca Meskel. Według danych Związku lekarze weterynarii pracujący w terenie zarabiają średnio ok. 1700-2700 zł netto miesięcznie.

Niestety, rząd nie chciał rozmawiać nawet o wstępnej regulacji płac postulowanej przez związkowców. W tej sytuacji rozpoczęli oni falową akcję protestacyjną. Latem blokady mają pojawić się także na Lubelszczyznę, wcześniej zaś w Warszawie odbędzie się wielka głodówka weterynarzy.

TAK