Widmo epidemii zamiast eksmisji

W mieszkaniu w jednym z bloków w Okszowie Kolonii mężczyzna od lat hoduje stado kotów. Sąd wydał nakaz eksmisji właściciela zwierząt, ale w gminie Chełm brakuje lokali zastępczych. Sąsiedzi boją się wybuchu epidemii.

O sprawie pisaliśmy już kilka lat temu, ale problem wciąż nie został rozwiązany. Samotny mężczyzna w dwupokojowym mieszkaniu w bloku w Okszowie Kolonii trzyma koty. Nie jednego, nie dwa, a około trzydziestu. Sąsiedzi od dawna skarżą się na smród. O pomoc zwracali się do urzędników gminy Chełm, sanepidu, inspekcji weterynarii, przedstawicieli szkoły rolniczej w Okszowie, która zarządzała ich blokiem. Jakiś czas temu urzędnicy z gminy Chełm skierowali do prokuratury sprawę o znęcanie nad zwierzętami. Postępowanie umorzono. W międzyczasie szkoła rolnicza przekazała blok, w którym mieszka właściciel kotów, chełmskiemu starostwu. W obawie o wybuch epidemii w bloku sprawę skierowano do sądu.

– Mamy wyrok sądu z 2014 r. nakazujący opuszczenie lokalu przez mieszkańca hodującego koty, ale jego wykonanie jest wstrzymane do czasu zapewnienia lokalu zastępczego – mówi Tomasz Szczepaniak, wicestarosta chełmski. – Dwukrotnie zwracaliśmy się z tym do gminy Chełm, ale dostaliśmy odpowiedź odmowną. Tamtejsi urzędnicy tłumaczą, że nie dysponują lokalami zastępczymi. W związku z tym wystąpiliśmy do nich o uiszczanie opłat za czynsz. Wywiązują się z tego.
Potwierdza to Paweł Ciechan, sekretarz gminy Chełm.
– Znamy problem i mamy go na uwadze – mówi Ciechan. – Starostwo wystawia nam rachunki, a my zmuszeni jesteśmy płacić czynsz. Tak będzie do czasu, aż pojawi się wolny lokal, którego obecnie nie mamy.
Sprawę znają też przedstawiciele straży ochrony zwierząt.
– To trudny problem – mówi Mariusz Kluziak z Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt. – Właściciel kotów przestał sobie życzyć naszych wizyt. Nie chciał tych kotów oddać, utrzymując, że z każdym z nich jest związany emocjonalnie. Jedynym rozwiązaniem jest adopcja tych zwierząt.
Okoliczni mieszkańcy obawiają się, że zanim dojdzie do eksmisji, wybuchnie epidemia.
– Przez okna widać te koty, wylegują się na parapetach, wyglądają tak samo, bo pewnie są z kazirodczych miotów – mówi jeden z naszych rozmówców. – Ta sytuacja trwa już tyle lat, a rozwiązania nie widać. (mo)